Khama Rhino Sanctuary – czarne nosorożce

Park Khama Rhino Sanctuary znajduje się we wschodniej części Botswany. Został założony w 1992 roku, aby uratować gatunki czarnego i białego nosorożca, które zagrożone są wyginięciem. Park zajmuje powierzchnię 8585 hektara.

Wielka afrykańska piątka

To czego chce zobaczyć większość turystów w rezerwatach przyrody w Afryce: to wielka afrykańska piątka. Pięć gatunków dużych ssaków zamieszkujących Afrykę: afrykańskiego słonia sawannowego, nosorożca czarnego, lwa, bawoła afrykańskiego i lamparta. Aby to osiągnąć najlepiej udać się do Parku Krugera w RPA z przewodnikiem, który poprowadzi jeepa i wskaże turystom, to czego sobie życzą. Ci którzy lubią obserwować przyrodę i sami odkrywać, potrzebują dużo szczęścia i czasu. Mieliśmy czas, wybraliśmy niezależność i poczekaliśmy na szczęście. W Khama Rhino Sanctuary z wielkiej piątki zamieszkują czarne nosorożce, poza tym są żyrafy, pytony, białe nosorożce oraz inne wspaniałe ptaki i zwierzęta. Po parku jeździliśmy kilkanaście godzin.

Cieszyliśmy się z obserwacji rodziny czarnych nosorożców. Dużo mojej uwagi przykuły śpiewy ptaków, zachowania żyraf i innych zwierząt również żuczków.

Do Khama Rhino Sanctuary dojechałam o 6.30 po południu. Droga z Waterberg Wild Reservat była wymagająca. Cała podróż po Botswanie tylko w dwójkę i w nowych miejscach, które sami ustalaliśmy na miejscu było wyzwaniem.

Na recepcji w sanktuarium siedziała ciemnoskóra kobieta, z bardzo mocnym i kolorowym makijażem. Od razu zauważyła mój cienkopis, którym zapisywałam wszystkie istotne informacje, które kierowała do nas. W między czasie pochwaliła mój cienkopis. Tomek zwrócił się w moim kierunku, by zapytać o zgodę, czy jej podaruję? Patrzyli na mnie w oczekiwaniu na przytaknięcie. Z grymasem uśmiechu zdobyłam się na szczodrość. Następnego dnia przyszliśmy do niej przedłużyć pobyt o kolejny dzień. Tym razem powiedziała, że podoba się jej moja torebka. Wtedy skoncentrowałam się bardzo dokładnie na obserwowaniu map.

Miejsce do spania

Campsite 8 był w pobliżu ABLUTION. Bardzo mi się podobała ta łacińska nazwa ablution na łazienkę. Spaliśmy w namiocie na dachu samochodu, którym jeździliśmy po Parku i, którym dojechaliśmy do Parku. W nocy bałam się zejść z drabinki, by nie napotkać pytonów. Do tego jeszcze padał deszcz. Wyślizgnęłam się ze śpiwora, zeszłam po drabince, poszukałam butów, wytrzepałam, by pozbyć się niespodziewanych gości.  I ruszyłam stąpając po mokrej, śliskiej trawie, rozglądając się wokół szerokich koron drzew. Na naszym terenie były MOKONGWA TREE – Ricinodendron  Rautananii. Gdy ponazywałam drzewa, miejsca poczułam się trochę bezpieczniej. W ciągu dnia było mi już o wiele łatwiej poruszać się samodzielnie, ale tylko na odległość do 30 metrów.

Jakie zwierzęta zobaczyliśmy w parku ?

Blue Wildebeest = Connochaeetes taurinus, Burchell’s Zebra – Equus burchelli czy była czarno-biała, czy biało-czarna, tego nie wiem, w słońcu srebrna. IMPALA = Aepyceros Melampus – smukła, piękne rysy, długie rzęsy i dumna postawa. Giraffe = Giraffa camelopardis jadła liście i nie przeszkadzał jej i jej partnerowi deszcz. Black –Backed Jackal = canis mesomelas, nie zwracał uwagi na warkot samochodu. BLACK RHINOCEROS – Ceratherium wędrowały rodzinnie, ojciec całej rodziny obserwował nas, jako pierwszy pokazał swoją prehistoryczną twarzą nim matka i synek odwrócili się w stronę samochodu. jechaliśmy wzdłuż ich trasy przez kilkanaście minut. (Teraz oceniam nasze zachowanie jako dręczące zwierzęta i wystawiające nas na niebezpieczeństwo). STEENBOK Raphicernus campestris – płochliwa, niska z długim tułowiem i krótkich nóżkach, SPRINGBUCK SPRINGBOK – antidorkas marsupialis elegantka z białym brzuszkiem, na piersi miała rudą sierść , biały tyłek, przy oczach brązową pręgę.

Ptaki częściej nam towarzyszyły, niż ssaki. Budziły nas ze snu, gdy słońce wypuszczało pierwsze promienie. Odgłosy ptaków na Mokongwie przypominają cmokanie, skrzeczenie, rzyganie, pluskanie w wodzie. Pewnego dnia rano usłyszałam miauczenie kotów, okazało się, że to ptak, który był w pobliżu. Jego miauk zamienił się w beczenie. Ma szary grzebień na główce. Upamiętniłam go na zdjęciu.

Toalety

ABLUTION, tak w tym parku nazywają łazienki/toalety. Był zbudowany z cegły i pokryty strzechą. Można było się wykąpać pod prysznicem, ale i w wannie.  W betonowej podłodze był otwór kanalizacyjny, z którego wypływała woda. Każdy poranek pod prysznicem był z dużą dawką emocji. Miałam obsesję, że przez tą dziurę wślizgnie się wąż, których jak przewodniki podają, jest tutaj dużo. Chociaż mieszkańcy parku mówią, że cztero-metrowy python jest friendly. Oddzielnym wejściem wchodziło się do toalet.

Wróciłam na nasz campsite 8, ptaki tym razem kumkają, nawołują nieustannie, jakby nadawały sygnał alfabetu Morsa monotonnym zanikającym głosem i od nowa. Niektóre odgłosy przypominają mi roboty z bajek Lema. Jeden szczególnie zapadł w mojej świadomości: miał długi dziób i żółte skrzydła. W nocy śniło mi się, że pływam na łódce po jeziorze, a nade mną latają i trzepoczą ptaki.

Droga do Orapa

Wyruszyliśmy najwcześniej, jak mogliśmy. Rano padało, nie chcieliśmy składać mokrego namiotu. Mijamy VETERINARY CHECK POINT, zaznaczone na naszej mapie jako Veterinary Cordon Fence. Zatrzymujemy się z konieczności. Mężczyzna przegląda nasze prawo jazdy, obchodzi dookoła samochód. Tomek zagaduje „do you know a good campsite ?”, niezainteresowany rozmową odpowiada „I don’t know”.  Musimy wysiąść i przejść przez kałuże, zatrzymując się na chwilę w niej. Stoję w sandałkach i tylko patrzę, by woda nie dostała się do moich stóp. Myślę, i liczę ile samochodów mogło już dziś tędy przejechać, ile ludzi wchodziło do tej wody? Taka jest procedura, gdy przejeżdża się z jednego dystryktu do drugiego.

Mopipi przejeżdżamy wzdłuż jeziora Xan. Jest to rozlany krajobraz pozbawiony roślinności. Dwójka dzieci podróżuje na osiołku. Gdzie jadą ? Dlaczego nie ma z nimi opiekunów ? Jesteśmy już w drodze na Kalahari, na niej mijamy bardzo dużo osłów, krów i owiec, które same wychodzą na drogę i nie mają pasterza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.