Melbourne

W 2006 roku poleciałam na lipiec, sierpień i początek września do Australii. U nas było gorące lato, a tam zima. Czułam, że lecąc na „antypody” wrócę odmieniona. W podróży byłam sama z sobą. To bardzo przyjemny sposób podróżowania  szczególnie, gdy chce się lepiej poznać siebie. I tak się stało. Każda podroż zmienia, uczy innego spojrzenia, na to co mamy, do czego przywykliśmy, daje nowe możliwości i łamie stereotypy.

Mieszkałam w Melbourne, które zostało uznane przez czasopismo „The Economist” za „Najlepsze miasto do życia na świecie” w latach 2011–2017[1].

[1] Melbourne not just world’s most liveable city, it’s also the happiest: survey, The Age, 31 stycznia 2018 [dostęp 2018-06-24] (ang.).

Co wyróżnia ten kontynent od innych ?

Ludzie w sklepach, na lotnisku, w muzeach, galeriach witają Cię, jakbyś płynął dwa miesiące, by dotrzeć do tego wolnego kraju i otwartego na wszystkich wolnych. To się czuło na każdym kroku.

W Melbourne uczęszczałam do szkoły, którą prowadziła Heather McTaggart. Był to program, do którego mógł każdy dołączyć. Jedni uczyli się matematyki, inni geografii. Nauczyciel prowadził te lekcje w tak interesujący sposób, że nawet niewielka znajomość angielskiego mogła wystarczyć, by zrozumieć całą lekcję. Grupa składała się z bardzo różnych osób, z różnym poziomem intelektualnym. Uczyłam się tam angielskiego, ale przede wszystkim poznawałam kulturę. Na zakończenie kursu było przyjęcie, wręczali nam certyfikaty.

W centrum miasta w bibliotece też odbywały się zajęcia angielskiego dla wszystkich chętnych, dla tych, którzy dopiero przyjechali. Nie mieli jeszcze przyjaciół, nie znali angielskiego w wystarczający sposób, by móc znaleźć pracę. Było to fantastyczne przeżycie, gdy w dziewięcioro osób siedzieliśmy w kręgu i opowiadaliśmy:

Skąd jesteśmy, na jak długo przyjechaliśmy ? Dlaczego Australia ?

Prowadząca była bardzo ekspresyjna, przyciągała naszą uwagę gestykulacją, głośnym śmiechem, wciągała w interakcję. Po jednym spotkaniu bardzo łatwo ludzie z rożnych krajów, kontynentów rozmawiali o polityce. Okazało się, że wszyscy byliśmy z krajów socjalistycznych. Najbardziej podekscytowane tematem było małżeństwo z Armenii. Opowiedzieli nam, ze pochodzili z inteligenckiej rodziny, rodzice byli profesorami na Uniwersytecie,  w domu było mnóstwo książek, ale ciągle brakowało na chleb. Chcieli dla swoich dzieci lepszego życia, rozumieli to jednoznacznie: materialnie lepszego życia, chcieli zapewnić dzieciom, tego czego im brakowało. A Australia była takim krajem, że każdy mógł sobie pozwolić na to, co w Armenii wymagało dużo pracy. W 2006 roku Australia była otwarta na imigrantów, obywatele mieli przeróżne udogodnienia, na studia w Melbourne stać było wielu młodych, dzieci niepełnosprawne miały opiekę socjalną od państwa, rodziny z dziećmi otrzymywały od państwa dotacje. W TV nie mówiło się o polityce. To nie był temat no 1. Najczęściej słyszało się o ludziach tj. społeczeństwie, niekiedy przewijał się temat Aborygenów w kontekście

ilu Aborygenów może wsiąść do jednego samochodu ?

zazwyczaj była to tak duża liczba, że wszystkich bawiła.

W kinie oglądałam dwa filmy o Aborygenach: jeden dokumentalny pokazywał umiejętności Aborygenów m.in. dot. radzenia sobie w buszu, bliskie relacje w społeczeństwie , jakie ich łączyły.

Drugi film dotykał śmierci, pochówku i kontrastów kulturowych, jakie były pomiędzy Aborygenami a nowymi mieszkańcami Australii. Akcja rozgrywała się nad jeziorem górskim w Australii. Kilku kolegów (Australijczyków) przyjechało tam łowić ryby. W jeziorze zastali ciało aborygeńskiej kobiety pływające po tafli. Zastanawiali się co zrobić. Jedn z nich chciał wrócić i poinformować o tym, ale ostatecznie decyzja wśród nich zapadła. Uznali, że ciało przywiążą do konaru drzewa, by nie przeszkadzało im w łowieniu ryb. Poświęcili sporo czasu, by tak zrobić. Następnie zaczęli łowić ryby. Nie pamiętam, czy mieli dobry, czy zły połów, ale zapamiętałam jakie spotkały ich i ich rodziny konsekwencje. Aborygeni gdy dowiedzieli się o tej sytuacji, bardzo szybko odkryli, kto nie powiedział im o śmierci kobiety i kto ciało kobiety skazał na sponiewieranie. Zmasakrowali ich dobytek, obrzucali jajami ich domy, zamalowywali ich sklepy, miejsca pracy. Skłócili ich. Kobiety były zniesmaczone postępowaniem ich mężczyzn. Chociaż Aborygeni byli mniejszością , dali o sobie znać. Chcieli upamiętnienia ofiary. Nie godzili się na takie traktowanie. Jeden z bohaterów Australijczyk poszedł na pogrzeb, który odprawiany był według obrządku aborygeńskiego. Przyglądał się z boku rytuałowi jaki był wokół pogrzebu tej kobiety. Czułam, że chciałby zrozumieć, wrócić do tego dnia, gdy przyjechał na ryby i naprawić, to co zepsuł.  Aborygeni go zauważyli, ani go nie przyjęli do siebie, ani go nie wygonili. W tym momencie był to dla mnie punkt kulminacyjny. W filmie przyszedł jeszcze jeden moment, który chyba był morałem, ja go nie potrzebowałam, ale  reżyser owszem. Jeden z Australijczyków, ten który był najbardziej nieugięty i najmniej refleksyjny, jedzie po australijskich drogach wokół  olbrzymich eukaliptusów i sekwoi, w pewnym momencie otwiera okno w swoim jeepie, wtedy wpada przez okno owad, podobny szerszeniowi. On macha rękami, stara się go wyrzucić, ale owad zdążył go ukąsić. Na ostatnią scenę patrzymy z wnętrza jeepa, owad i mężczyzna są nieruchomi.

Drugim tematem w wiadomościach TV były zwierzęta, które uprzyjemniają czas i te, które są zagrożone, albo zagrażają ludziom.

Słyszałam opowieść, jak psy Dingo w pobliżu Uluru w centralnej części Australii zaatakowali rodzinę, która nocowała w namiocie rozbitym na ziemi. Ci ludzie zostali rozszarpani przez te psy. Inni opowiadali o pająkach. W moim łóżku też był duży, włochaty pająk. Zrzuciłam go naturalnie z pościeli i poszłam spać. Dopiero, gdy opowiedziałam o tym znajomym, i oni zaczęli dopytywać, gdzie jest ? itd. Zrozumiałam, że postąpiłam nieumyślnie. Jednak pająka rano rozpoznałam w rogu pokoju. Uznałam, że zaakceptował moją dominację i niech tak pozostanie. W szkołach dzieci uczą się, które pająki są zagrożeniem, a które przyjazne. Uczą się też, jak radzić sobie w czasie trzęsienia ziemi i innych zagrożeń.

Tym, który łączył te dwa tematy w TV był Steve Irwin, właśc. Stephen Robert Irwin, znany też jako Crocodile Hunter – australijski przyrodnik, prezenter telewizyjny, a od 1991 również dyrektor Australia Zoo w Beerwah w stanie Queensland w Australii. Dla Australijczyków był crocodilhunter http://www.crocodilehunter.com.au/crocodile_hunter/about_steve_terri/

Kochali Go wszyscy. Ci, którzy chcieli być tak, jak on, Ci którzy oglądali go dla rozrywki, Ci których ciekawiła Jego odwaga. Ci którzy kochali Go dla wiedzy, jaką posiadał. Na świecie zasłynął m.in. dzięki występom w programach na Animal Planet oraz Discovery Channel. Gdy odjeżdżałam w tv był jeden temat, wszyscy moi znajomi płakali: dzieci, kobiety, mężczyźni nie mogli sobie poradzić ze stratą, z przypadkiem, jakim życie Steva się zakończyło.  Zmarł w Port Douglas w Australii w wyniku przebicia serca przez ogon płaszczki.

Melbourne to miasto, które w porze lunchowej zdominowane jest przez „białe kołnierzyki”, pracownicy korporacji, którzy w porze lunchowej wychodzą z biur i przechadzają się wzdłuż rzeki Yarra są rzucającym się w oczy elementem krajobrazu, który ubarwia miasto. A zrobiło to na mnie wrażenie wtedy, gdy z Federation square wybierałam się do Muzeum Imigracji

Melbourne zostało założone 30 sierpnia 1835 przez grupę wolnych osadników pod przywództwem Jana Batmana, w przeciwieństwie do innych stolic Australii, które były z początku koloniami karnymi (wyjątkiem są również Adelaide i Perth). Odkrycie złota w środkowej Wiktorii w latach 50. XIX wieku zapoczątkowało gorączkę złota i Melbourne szybko rosło jako największe miasto portowe w regionie.

Aby poznać dzieje początków Australii polecam zwiedzić Muzeum Imigracji.  To Muzeum rozbudza wyobraźnię. Na początku przyglądałam się planszom, na których zobrazowani byli pierwsi osadnicy. Następnie odwiedzałam statki, które były pierwowzorem tych, które przywozili imigrantów z rożnych części świata.  Znam historie rodzin, które płynęły dwa miesiące, zostawiając całe swoje dotychczasowe życie, by znaleźć się na tym lądzie.  Sama rozważałam los imigrantki, jednak z moim wykształceniem filologicznym w Polsce miałam o wiele więcej, niż gdybym mogła marzyć w Australii. Znalezienie insertującej pracy dla humanistów nie było tam łatwe. Dobrze wtedy mieli ekonomiści, bankierzy, lekarze, fizjoterapeuci, opiekunowie osób chorych i starszych, budowlańcy, a nawet ci, którzy wspinali się na drzewa i obcinali gałęzie. Zastanawiałam się, czy nie zrobić tej zmiany dla moich synów ?  Owszem pewnie, by mogli się lepiej zaaklimatyzować, ale czy to było ich marzenie ?  Zdecydowałam, by niczego nie zmieniać, doceniłam to, co jest w Polsce.

Gdy byłam w Melbourne w NGV National Gallery of Victoria była wystawa Picassa.  Od tamtej pory nie widziałam już tyle dzieł Picassa. Chociaż staram się wszędzie gdzie tylko jestem, czy w Paryżu, czy w Berlinie, czy w Buenos Aires oglądać działa wielkiego mistrza. W Melbourne mogłam przyglądać się, zatrzymać się przy Gueernica . Byłam zachwycona, zaintrygowana. Obraz wydał mi się jeszcze większy , bardzie przerażający. Może to efekt stania na głowie ? Zrozumiałam, jak bardzo było ciężko artystom w czasie wojny.

Miałam wielkie szczęście, że byłam w tym czasie w Maelbourne , wystawa Okres 35-45 love and war trwała tylko od 30 czerwca do 8 października 2006 roku . Spodobało mi się podejście marketingowe do wydarzenia.  W tym czasie odbywały się różne warsztaty dla dorosłych i dzieci – np. maluj jak Picasso; Naucz się jego techniki, skradnij pomysł – w trzytygodniowym kursie możesz poczuć się jak Picasso, cokolwiek to znaczy. Uważam, że pomysły bardzo dobre. Warto zwrócić uwagę, że żyjemy w takich czasach, że sztukę trzeba promować. Potrafili to zrobić Australijczycy: organizowali warsztaty: Muzyka z czasów Picasso zebrana przez Dr Roberta Wilsona; Cały program przygotowany był przez Anne Baldasari – dyrektor narodowego muzeum Picassa w Paryżu. Program urozmaicony był dla wszystkich:  dla tych, którzy znali i chcieli poznać głębiej i dla tych, którzy nie wiedzieli who was Picasso ?

Prezentowali filmy: The man and his work 1990 r

Guernica testimony of war

Znalazło się też miejsce dla Jean Cocteau poecie i przyjacielu Picassa

W dobrze zorganizowanym evencie nie mogło zabraknąć miejsca na eventy śniadaniowe, przedstawienia muzyczne i taneczne pokazujące wpływy francuskie i hiszpańskie

Były też programy typu : Rodzinne poszukiwanie Picasso

Gdy przebywa się w Melbourne warto zobaczyć Taniec z Taiwanu, który rozbudzał moją wyobraźnię w sztuce bawienia ciałem. Warto też dotrzeć do galerii Aboriginals galleries of Australia i koniecznie wybrać się  na przejażdżkę na Great Ocean Road – malowniczą droę wzdłuż wybrzeża oceanu na zachód od Melbourne, wraz z Dwunastoma Apostołami, grupą kolumn skalnych stojących w morzu w parku narodowym Port Campbell.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.