Miasto Widmo – Kolmanskop

Kolmanskop w 2012 roku było wymarłym miasteczkiem na południu Namibii w pobliżu Lüderitz. Zbudowane zostało przez Niemców i rozwijało się po odkryciu diamentów w 1908 roku. Kolmanskop było górniczym miasteczkiem przystosowanym do pracy i rozrywki. Zachowały się pomieszczenia po szpitalu, elektrowni, szkole, hali sportowej, jak również kasynie. Obecnie odbudowywane są niektóre domy.

Przejechaliśmy całą Namibię zaczynając z Windhoek następnie kierując się na południe aż do rzeki Oranje potem na północ aż do granicy z Angolą i z powrotem do Windhoek. Mój mąż prowadził samochód, a ja pilotowałam korzystając z papierowej mapy Namibii. Dlatego w opisach o podroży po Namibii wskazuję na numery dróg i kilometry, jakie przejechaliśmy, by zachęcić do takiego sposobu podróżowania po tym kraju. Dla nas była to cudowna przygoda.

Trasa z Ai-Ais do Lüderitz liczy 562 km: Z Ai-Ais jedziemy 10 km drogą C10, następnie 71 km drogą D316. Dojeżdżamy do drogi B1 i skręcamy w prawo. Potem 37 km i jesteśmy w Nordoewer. Następnie 154 km szutrem drogą C13 do Rosh Pinah, 165 km drogą C13 asfaltem do Aus. Przejeżdżamy przez miasto Aus i wjeżdżamy na asfaltową drogę B4 w kierunku Lüderitz. Od tego miejsca pozostało do celu 125 km.

Po wyjeździe z Ai-Ais zatrzymujemy się i zagadujemy do ludzi, którzy stoją przy swoim aucie. Temperatura na zewnątrz wynosi 40 stopni Celsjusza.

Co się stało ? Dopytujemy.

Zagotowała się woda w chłodnicy. This is Rovy – ten typ tak ma, powiedział kierowca.

Czy możemy Wam pomóc? Zapytaliśmy.

Nie, nie ma potrzeby, dziękujemy. Musimy odczekać, aż woda trochę ostygnie. Po chwili dopytuje nas – ile kilometrów jeszcze pozostało do Ai-Ais?

Niedaleko macie tylko 3 kilometry.

Droga do Nordoewer jest długa, prosta i nie ma na niej samochodów, ani  żadnych zwierząt ani ludzi. Krajobraz jest monotonny: żółty piasek, małe kamienie, dużo żwiru, skaliste brzegi, szaro-brunatne góry.  Nie można jechać zbyt szybko to znaczy powyżej 80 km/h. Przy hamowaniu unosi się pył i od maski odbijają się kamyki. Szyby okryte są puchem pyłu. Nie wyznaczyliśmy sobie tak długiej trasy, jaką w sumie tego dnia przejechaliśmy. Jeszcze dnia poprzedniego planowaliśmy pojechać do Parku Narodowego Mata-Mata, a następnie na północ. Jednak pod wpływem informacji o ulewach w północnej części Namibii zmieniliśmy plany. Nordoewer znajduje się na granicy Namibii i Republiki Południowej Afryki. Mieszkańcy tych terenów mieszkają w prostych zrobionych z drewna lub plandeki domach. Jedynie przy winnicach, które na południu Namibii uprawiają mieszkańcy widać murowane budynki. Przy stacji benzynowej Engen skręcamy w prawo, następnie w lewo na Nortshama River Resort.

Wzdłuż rzeki Oranje (Orange)

Od Nordoewer do Rosh Pinah jedziemy wzdłuż rzeki (Oranje)Orange. Na Orange River organizowane są kilkudniowe wycieczki na canoe i rafting. Nie zostajemy w Nortshama Resort. To miejsce zadbane jest w okresie pory suchej, kiedy przyjeżdża dużo turystów. Polecanym przez przewodniki jest Felix Unite River Adventures. Dalej wzdłuż rzeki Orange, nie wiemy, jak długo będziemy jechać i jak daleko jest nasz cel. Rzeka na tym odcinku jest szeroka, otaczają ją góry Nababiep. Źródło rzeki Orange znajduje się w Górach Smoczych w Lesotho w południowo-wschodniej części Afryki, my jesteśmy przy jej ujściu, ale nie tak blisko, jak byśmy chcieli. Do Oranjemund droga jest niedostępna dla turystów. Oznaczona jest kolorem zielonym i jest naturalnym rezerwatem. Do tego miejsca można np. dolecieć helikopterem, gdy posiada się specjalne pozwolenie, albo podpłynąć statkiem, gdy podjęło się pracę na statku przy wydobywaniu diamentów. Ogólnie mówiąc dla zwykłego turysty nie ma tam wejścia. Wszyscy uczestnicy załogi wydobywającej diamenty co roku są sprawdzani przez wariograf oraz rentgena, przy każdym wyjściu na ląd. Badania oznaczają dla nich być albo nie być. Strach przed pomiarami czują ci, którzy zabrali jeden mały czy duży kawałek i ci, którzy są uczciwi. Jednak nie jedna osoba straciła już swoją idealną pracę. Wszystko odbywa się na specjalnych statkach, których każdy jest kopalnią diamentów. Diamenty wydobywane są przez szlauchy, które zasysają z dna oceanu kopalinę. Następnie są sortowane sitkiem o różnej przepuszczalności, aż dochodzi do wyboru pomiędzy zwykłym kamieniem a diamentem. www.debeersgroup.com (Eksploatacja złóż podmorskich jest całkowicie zdominowana przez De Beers Marine). Podmorskie wydobycie diamentów prowadzi do granicy szelfu kontynentalnego. Stanowi on podwodne przedłużenie kontynentu. Sięga do głębokości 200 m p.p.m. Granicę występowania złóż podmorskich występujących na tarasach morskich w postaci wąskich pasów równoległych do wybrzeża Namibii i Republiki Południowej Afryki nazwano linią ostrygową. Granice tę wyznaczają muszle skamieniałych ostryg pokrywających dno tarasów. Pozostało nam 100 km do Rosh Pinah. Po prawej błyszczą od kipiącego słońca szmaragdowe żleby, po lewej rozlana rzeka ze swojego koryta topi się w zieleni. Do Orange wpływa wiele rzek. Gdy przekraczaliśmy mostem rzekę Gamkab, w jej korycie nie było wody tylko kamienie i żwir. Na skałach rosną drzewa kołczanowe. Na drodze stoi znak uwaga stromo. Przejeżdżamy wąskie gardło o szerokości wystarczającej dla jednego auta modląc się, aby nic nie jechało z przeciwka (jest na to mała szansa, bo przez cały ponad stu kilometrowy odcinek spotkaliśmy dwa, może trzy samochody). Ostatecznie udaje nam się przejechać szczęśliwie. Nadal wiszą nad nami skały. Jesteśmy w górach Namusberge. Zostało 27 km do Rosh Pinah, na drodze zatrzymuje nas kontrola policyjna

Dokąd jedziecie? Proszę się wpisać na listę.

Wpisuję: imię, nazwisko, data – 25 stycznia 2012 r. Jesteśmy pierwsi tego dnia. (Na pewno nie jest to trasa wycieczek autokarowych). Policjanci życzą nam bezpiecznej drogi, ruszamy dalej.

Droga do Lüderitz

Z Rosh Pinah do Lüderlitz jedziemy asfaltem trasą C13 do Aus. Za Aus wjeżdżamy na drogę asfaltową oznaczoną B4. Czytałam, że można w tym miejscu wypatrzeć rodziny dzikich koni. Nastawiłam się na poszukiwanie, a raczej na brak możliwości ich zobaczenia. Był to piękny i wzruszający widok, gdy po obu stronach drogi, bliżej i dalej pasły się smukłe konie, które należały do tej ziemi, były częścią jej krajobrazu. Same sobie wybrały to miejsce. Dzikie konie stały w stadzie. Cała rodzina wędrowała wzdłuż trasy.  

Na drodze asfaltowej mamy stałą prędkość 10 km na 5 minut. Zaczynają pojawiać się znaki: uwaga wiatr! uwaga piach! Krajobraz staje się bardzo monotonny, płasko, dookoła wydmy piaskowe w kolorze brudnej kawy rozlanej na pochylonym stole pełnym mleka. Wiatr unosi piasek, tworzą się mgliste tumany. Samochód jest ciężki, ale czujemy jakby nas miało przechylić. Buja na boki. Po obu stronach drogi asfaltowej są czarne kamienie, jak meteoryty na pozbawionej życia ziemi. Promienie słońca są rozmydlone od unoszącego się piachu. Dojeżdżamy do końca świata. Chodź żaden znak nas o tym nie informuje.

Gdzie będziemy spali? Co będziemy jedli? Jeszcze nie wiemy, bo miejsca nie rezerwowaliśmy. Całą Namibię objeździliśmy dokonując decyzji o zatrzymaniu się na noc już w samym miejscu, które nam się spodobało. Braliśmy pod uwagę porę dnia, by móc zatrzymać się na noc co najmniej godzinę przed zachodem słońca. Po zmierzchu nie działa już nawet ubezpieczenie. Wypożyczalnie samochodów przestrzegają przed niebezpieczeństwem ze strony zwierząt i ludzi. W końcu pojawiła się tablica informująca, że do Lüderitz pozostało 11 km. W tym miejscu po prawej stronie we mgle zauważyłam szkice murowanych domów. Po przejechaniu kolejnego kilometra widzimy, że domy są pozbawione szyb w oknach. Pustostany, które zamieszkane są przez wiatr i piasek. Ani jednej osoby tam nie ma. To miejsce nazywane jest Miasto Widmo – Kolmanskop.

Sto lat temu Kolmanskop było atrakcyjnym miejscem do pracy. Wysokie domy położone w nie za bliskich, ani nie za dalekich od siebie odległościach robią wrażenie przyjaznego osiedla. Ziemia może nie najlepsza do upraw, zbyt kamienista, ale do tego miejsca nie przyjeżdżali ani ogrodnicy, ani rolnicy. Właśnie ze względu na te kamienie, które są w wodzie i na lądzie przybywali od 1908 r. z Europy poszukiwacze diamentów. Po to tutaj przyjechali, w tym celu też się pobudowali. Plażowa kopalnia, która powstała w pobliżu, a powiem nawet bardzo blisko miejsca zamieszkania nazywała się Elizabeth Bay Mine. Niegdyś zatrudniała dużą liczbę pracowników. Kim mogły być tam kobiety? Ile dzieci zostało oddanych do sierocińców? Ile kobiet czekało na swoich mężczyzn w Europie? Co wiemy na temat kobiet – poszukiwaczek diamentów? Czy dzieci podkradały kamyczki, by się nimi mogły bawić? W Kolmanskope zachowało się miejsce, gdzie grano w kręgle, szpital, dom, w którym wymieniano się wydobytym towarem. A jednak zostawili otwarte drzwi i okna, a pustynny piasek zamieszkał w kątach i przejściach pomiędzy pokojami, w progach. Podobno w przeciwieństwie do większości innych towarów luksusowych wartość diamentów wzrasta z roku na rok.

Cenność diamentu związana jest z wysoką wartością zawartą w małej objętości.

Wejście na teren Muzeum w Kolmanskope jest płatne, na bilecie przeczytałam – wejście na własną odpowiedzialność.

 Charakterystyka diamentu:

Swoje piękno – migotanie barw, iskrzenie promieni – diament zawdzięcza w równej mierze specyficznym właściwościom fizycznym jak i właściwej obróbce. W przypadku szlifu brylantowego, jego jakość określa się na podstawie następujących cech:

  • kształtu
  • proporcji
  • wykończenia szlifu

Diamenty po selekcji trafiają w pojemnikach do szlifierni. Brylant Współczesny ma szlif brylantowy, odkryty w 1914 roku, posiada 58 faset ułożonych względem siebie według ściśle określonej reguły matematycznej w celu wydobycia maksymalnego blasku z diamentu. Princess i szlif schodkowy ma zmodyfikowane boki, które charakteryzują się niemal genialnym współczynnikiem załamania światła. Oval stosowany jest jako część większego diamentu w pierścionkach. Emerald – szlif Szmaragdowy i Marquise są tradycyjnym kształtem diamentów. Heart – kształt ten jest rzadko spotykany ze względu na niski popyt. Marquise – jak Emerald jest tradycyjnym szlifem diamentów.
Pear – Gruszka lub Łza – głównie diamenty w tym kształcie są osadzane w zawieszki. Kształt ten ma dobre proporcje wyjściowe szlifu, które dosyć dobrze załamują światło w oszlifowanych w ten sposób diamentach. Barwa charakteryzowana jest literami od D do Z. Występują odcienie od bezbarwnego do żółtego, bywają też lekko brązowe i lekko szare oraz najczystsza biel, czysta biel, biel, stonowana biel. Gemmolodzy wyróżniają grupę barw fantazyjnych fancy colours. Są to naturalnie zabarwione diamenty o wyraźnym odcieniu niebieskim, różowym, fioletowym, zielonym, pomarańczowym, brązowym, czarnym i inne. W przyrodzie nie występują diamenty zupełnie czyste. Czystość określa się na podstawie znamion wewnętrznych i skaz zewnętrznych, do których należą również defekty strukturalne. Wady te nie są zauważalne bez powiększenia. Diament bez wewnętrznych zanieczyszczeń klasyfikowany jest jako IF – wewnętrznie czysty, lecz te diamenty są wyjątkowo rzadkie i bardzo cenne.

Lüderitz

W Lüderitz było zupełnie inaczej, niż wskazywała na to droga. Chociaż, gdy dojechaliśmy do miejsca campingowego nad samym morzem. Poczuliśmy się niepewnie. Na polu namiotowym był jeden camper, zamieszkiwało go dwóch mężczyzn, którzy nie wzbudzali ani odrobinę zaufania. Szybko zdecydowaliśmy, że lepiej będzie poszukać hotelu. Znaleźliśmy hotel nad samym brzegiem oceanu. Była też restauracja. Podawali tam pieczone ostrygi i inne owoce morza. Nie tylko spaliśmy, zjedliśmy, odebraliśmy z banku karty bankomatowe (w Windhuk założyliśmy konto). Wybrałam się też do fryzjera.

Zakładów fryzjerskich w Lüderitz było bardzo dużo. Moim marzeniem było zrobić sobie fryzurę w stylu afro. Wydawało mi się, że własnie w Afryce to dobry pomysł na taką fryzurę. Długie i usilne tłumaczenie nie przyniosło skutku, zamiast afro miałam zwinięte na wałki loki i łzy w oczach na myśl, że zaraz fryzjerka włoży mi brudny grzebień we włosy. Grzebień leżał na stole, załzawionymi oczami patrzyłam na niego. Straszył nierównym szeregiem powykręcanych kolców oplecionych włosami. Nie mogę jednak narzekać, nie było napisu na drzwiach salonu, takiego jak u  J. E. Agulosa w Żonach mojego ojca.

„Wejdziesz brzydki, wyjdziesz piękny, robimy loczki, dredy, fryzury typu banan lub morska fala. Zagęszczamy włosy, podkręcamy grzywki, przedłużamy kędziorki”.

 

4 Replies to “Miasto Widmo – Kolmanskop

  1. I ślicznie i strasznie. Dorotko ciekawa relacja i świetne zdjęcia. Ostrygi i diamenty- powiało luksusem 😀 Podziwiam Twoją odwagę oddania się w ręce lokalnego fryzjera, kędziorki wyszły nieźle.

    1. Dziękuję za komentarz. Podoba mi się: „Diamenty i ostrygi – powiało luksusem”. Może też chciałam być luksusowa i poszłam do fryzjera 🙂 Kto wie, co siedzi w głowie kobiety ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.