Home / Afryka / Moroni, Grande Comore

Moroni, Grande Comore

Komory są krajem wyspiarskim na Oceanie Indyjskim. Zajmują 2236 km². Najmniejsze w Polsce województwo opolskie jest cztery razy większe od całego Związku Komorów. W skład wchodzą Wielki Komor (1148 km²), Anjouan (424 km²), Majotta 374 km² i najmniejsza wyspa Moheli 290 km².

Komory są miejscem, do którego przylatują nieliczni podróżnicy. Zazwyczaj Ci, co już odwiedzili wiele krajów i chcieliby zobaczyć coś nowego, poczuć na własnej skórze, jak żyje się na wyspach znajdujących się pomiędzy wyspą Madagaskar a lądem należącym do Mozambiku. Pomimo tego, że są tak mało popularnym celem turystycznym w ciągu 13 dni, gdy byliśmy na Komorach, to na wyspie Moheli spotkaliśmy Polkę Magdę stewardesę linii Emirates i zakochanych Polaków mieszkających w Hiszpanii Darię i Pawła.

Jak dolecieć na Komory ? 

Przylecieliśmy do Moroni stolicy Komorów znajdującej się na wyspie Wielki Komor z Dar Es Salam z Tanzanii. Lepszym rozwiązaniem, o którym dowiedzieliśmy się już za późno jest bezpośredni lot Lufthansą z Wiednia. Nasza wyprawa trwająca 39 dni nie tylko dotyczyła pobytu na Komorach, ale celem była też Tanzania, Etiopia i Zjednoczone Emiraty. Do Tanzanii przylecieliśmy liniami Emirates. Na lotnisku w Dar Es Salaam odprawa trwała krótko, osób lecących w tym kierunku było niewiele. Zapamiętałam nietypowy sposób ważenia walizek. Walizka była stawiana na olbrzymiej, niebieskiej wadze na kółkach. Na takiej wadze można by było zważyć słoniątko. Wskazówka przy mojej walizce zatrzymała się na 25 kg. Przy zakupie biletów zapłaciliśmy za dodatkowe kilogramy. Po check-in przyszła kolej na wypełnienie wymaganych druczków dotyczących opuszczenia Tanzanii. Były na niej miejsca do wypełnienia szczegółowych danych osobowych: Imię, nazwisko, data urodzenia, zawód, numer paszportu, data ważności, data wydania, skąd się przybyło, na jak długo się leci, zagwarantowane miejsce pobytu, data, podpis. Przy kontroli paszportowej podchodzi się zawsze pojedynczo. Urzędnik zapytał mnie o zawód, a ja powiedziałam Moroni, uśmiechnął się i powiedział bym położyła prawy kciuk na skaner. Na lotnisku czas mijał bardzo szybko. Wpatrywałam się w ludzi podobnych do ptaków z kolorowymi piórami, szerokimi skrzydłami i małymi dzióbkami. W samolocie linii Air Tanzania zajmowaliśmy miejsca 4 A i 4B. Wtedy dopiero zauważyłam różnorodność wzorów, kolorów i materiałów, z jakich wykonane były stroje ludzi wchodzących do samolotu. Przechodząca kobieta niosła na udach i kolanach część dżungli. Inna miała na sobie wzory pełne  korzeni z drzew namorzynowych jakby zakończone kokosami jedne bardziej dojrzałe brązowe inne zielone. W trakcie lotu Air Tanzania podawali mufinki, wino, wodę. Gdy szłam do łazienki, która znajdował się na końcu samolotu zauważyłam niewielką liczbę białych i na ich stolikach były buteleczki białego wina. Afrykańczycy pili wodę.

Wizy na Komorach

W Moroni wylądowaliśmy zgodnie z planem 2 stycznia o 12.05. Lot trwał jedną godzinę i piętnaście minut. Na lotnisku w pośpiechu wypełniłam druczki z danymi osobowymi, by stanąć pierwsza w okienku po wizę. Kobieta wydająca wizy mówiła tylko po francusku. Poprosiła o paszporty, druczki. Nasza znajomość francuskiego ograniczała się do bonjour i merci bookou.

Proszę o potwierdzenie miejsca zameldowania w Moroni.

Golden Tulip, Grande Comore Resort & SPA

60 euro za dwie osoby.

Tomek położył 100 euro.

Proszę o potwierdzenie hotelu, że tam będziecie spali.

Informacja na telefonie z bookingu wyświetlającego nazwę hotelu i potwierdzenie, nie wystarczyła.

Stanęliśmy obok i wtedy zobaczyliśmy, co dzieje się za budkami, w których wydają wizy. Stał tam człowiek, który miał napisane na papierowej tabliczce nasze nazwisko i nazwę hotelu. To był nasz kierowca. Miał ze sobą kopie potwierdzenia, że zapłaciliśmy za hotel i jesteśmy tam zameldowani. Kobieta wydająca wizę przyjęła potwierdzenie i zaczęła obsługiwać kolejne osoby. Od jednych brała pieniądze, innym oddawała paszport, my staliśmy i czekaliśmy na resztę. Po kilkunastu minutach upomnieliśmy się. Wtedy poprosiła mężczyznę, na którego koszulce było napisane police immigration, by rozmienił pieniądze. Wziął 100 euro i zniknął na jakieś 5 minut. W końcu doczekaliśmy się reszty, odeszliśmy kilka kroków z wizą i zatrzymano nas. Musieliśmy otworzyć walizki i pokazać co w nich mamy.

Moroni, Golden Tulip

Spędziliśmy trzy dni i trzy noce w pobliżu Moroni. Spaliśmy w bungalowie o numerze 609. Co można było przeczytać na kluczu jako 906. Domek wyposażony był w sypialnię, salonik i łazienkę. Urządzony w stylu komoryjskiej elity. Posiadał wiklinowe meble, delikatną pościel i całkiem wygodne łóżko. Całe pomieszczenie było klimatyzowane, co stanowiło wielką różnicę pomiędzy temperaturą w tym pomieszczeniu, a  temperaturą znajdującą się na zewnątrz. Nad łóżkiem był obrazek tradycyjnej, komoryjskiej kobiety. A przy łóżku telefon, który okazał się być bardzo pomocny. Wieczorem poszliśmy do restauracji na sałatkę z ośmiornicy i wołowinę w sosie masala. Wracając odprowadzali nas kelnerzy. Gdy już twardo usnęliśmy, o 3.30 obudziło nas pukanie do drzwi. Najpierw przypomniały się nam obrazy z Johannesburga, gdzie w Inter Continentalu  znajdującym się przy lotnisku przestrzegano by nie otwierać, gdyby ktoś pukał.

Co się dzieje ? O co chodzi ?

Za drzwiami odezwał się stłumiony głos.

Posiłek

Nie zamawialiśmy żadnego posiłku.

Nie byliśmy w stanie spokojnie usnąć i zadzwoniliśmy na recepcję. Nikt nie odpowiadał. W końcu odezwał się głos, pod numerem operatora.

Słucham ?

Ktoś przyszedł do nas o 3.30 i chciał nam dać jeść, a my nic nie zamawialiśmy. Prosimy o interwencję.

Po kilku minutach zadzwonił telefon.

Przepraszamy, zaszło nieporozumienie. Ten posiłek jest dla ambasadora. On tutaj mieszkał jeszcze wczoraj. A teraz nocuje w innym miejscu i kelner pomylił miejsca. Rano szef hotelu przeprosił nas i poprosił byśmy przyjęli kolację przygotowaną przez hotel. Podali wyśmienitego homara i sałatkę ze świeżych ośmiornic.

Nietoperze, jaszczurki, ptaki

Czekając na kolację, patrzyliśmy w niebo, nad nami latały nietoperze. Nietoperze na Komorach są owocożernymi ssakami. Te, które widziałam charakteryzuje swobodny drugi palec dłoni, z którego powstają skrzydła. Tylko kciuk jest zakończony pazurem i nie wchodzi w skład skrzydeł.  Nietoperze mają proste uszy, oraz stosunkowo duże oczy. Ich pysk jest zwykle wydłużony, zaopatrzony w luźno ustawione,  zęby i mały języczek. Starałam się dopasować nazwę własną moich zaobserwowanych i fotografowanych nietoperzy i wydaje mi się, że jest to Pteropus seychellensis.  W Golden Tulip jest świetne miejsce do obserwacji tych nietoperzy. Chociaż Komory słyną z nietoperzy o nazwach: Pteropus livingstonii i Rousettus obliviosus. To dlatego nie jestem pewna, jak nazywają się te nietoperze, które sfotografowałam. Jeśli ktoś czytający zna ich nazwę. Proszę o komentarz. Nietoperze zwyczajnie jak to nietoperze wieczorami rozpoczynały loty. Ich futrzane pyski przypominały rudego kotka albo liska. W powietrzu z rozpostartymi skrzydłami wzbudzały we mnie zainteresowanie. Nie bałam się ich, opowieści dziadka, że wplątują się we włosy i dlatego on jest prawie łysy, bo mu tak wpadł nietoperz w czuprynę i wyrwał kłęby włosów, były zawsze zabawne. Zresztą nietoperze w Polsce są bardzo małe, gdyby dziadek znał nietoperze z Komorów to pewnie, by opowiadał, że porwały babcię i dlatego jej nie było przy śniadaniu. Pewnego dnia rano właśnie przed śniadaniem jeden z nietoperzy  ulokował się na drzewie przy naszym domku. Spał, może próbował spać, trochę mu przeszkadzałam ruchami obiektywu i klikaniem migawki. W końcu zaczął wystawiać języczek, prężyć skrzydła, zawijać się, jak Zorro pod płaszczem. A gdy poszłam zmienić obiektyw już go nie było.

Grande Comore jest najmłodszą wyspą, tu wciąż dochodzi do erupcji wulkanu Karthala (ponad 2300 m n.p.m.). Planowaliśmy wycieczkę na krater, ale uprzedzano nas, że tam jest błoto. Wchodzenie na krater o tej porze w takich warunkach byłoby wyzwaniem, a przed nami stało jeszcze wiele wyzwań. Na terenie Golden Tulip była piękna plaża, na niej stały łódki, które wyglądały jak relikt przeszłości. Okazało się, że rano tymi łódkami rybacy udają się na połowy ryb. W pobliżu plaży, na murkach, drzewach, chodniku wylegiwały się jaszczurki z pięknymi ognistymi głowami i równie soczystym kolorem ogona. To nie były przypadki jednostkowe, a raczej idąc żwawszym krokiem należało uważać, by ich nie przestraszyć.

Moroni, stolica Komorów 

Drugiego dnia pojechaliśmy samochodem z hotelu do miasta, stolicy Komorów. Przejechaliśmy przez całe miasto i trudno było nam się zdecydować, gdzie mamy się zatrzymać, ponieważ całe miasto było zaśmiecone. Stare samochody stały wzdłuż drogi, pozbawione opon, części do jechania, co jakiś czas były rozłożone opony czy to stanowiły górę, czy niekończąca się drogę, wyglądały dziwnie. Grande Comore to jedno z biedniejszych miejsc na ziemi, jakie widziałam. Idzie za tym pierwszym wrażeniem pełny obraz. Lasy są wycinane, bo ludzie chcą przeżyć.

Nikt się nami nie zajmuje, ale jest u nas bezpiecznie.

Powiedział nam Midi, który mieszka na Komorach od urodzenia i był naszym kierowcą z Golden Tulip. Wyspy były francuskim terytorium od drugiej połowy XIX wieku. Ślady kolonialnej architektury są jeszcze widoczne na niektórych budynkach. Między innymi na Piątkowym Meczecie (zdjęcie powyżej). Obecnie jest to meczet nieczynny, zastąpiony jest nowym w centrum miasta. Od 1975 roku Komoryjczycy posiadają niepodległość. Jednak stan domów, otoczenia, gospodarstw jaki oglądałam, był smutny. Na ulicach, chodnikach, przy domach, bankach, sklepach wszędzie były rozrzucone śmieci, jakby nikomu to nie przeszkadzało. Domy zbudowane są z blachy, albo z drzewa i liści, niektóre murowane stoją przez kilkanaście lat w stanie surowym, bo nie stać ludzi na skończenie budowy. Wulkan pozostawia szary osad na szybach, nawet w banku czyli budynku użyteczności publicznej nikomu to nie przeszkadza, i nikt nie ma potrzeby, by zetrzeć tę skorupę, która przypomina o bezwzględności przyrody. Jednym z większych pragnień mieszkańców miasta jest wyjechanie do Francji. Na Komorach językiem urzędowym jest francuski. Telewizja pokazuje bardzo jednostronnie prezydenta E. Macrona i Paryż. Widziałam z zewnątrz więzienie na Moroni. Kierowca powiedział:

Tam nie ma zbyt dużo przestępców ponieważ złodziej,  który ukradnie w sklepie,  może zostać zastrzelony,  jeśli policja będzie się spóźniać a złodziej uciekać.

Zatrzymaliśmy się na rynku, tam mogliśmy zostawić pieniądze za pachnącą wanilię,  która rośnie na Komorach, goździki. Są to towary eksportowane.

Zdałam sobie sprawę, że mieszkaliśmy w enklawie, gdzie słodkie ananasy, mango i owoce morza podają na białej porcelanie, po palmach chodzę pomarańczowo-głowe jaszczurki, śpiewają czerwone ptaszki, wieczorami olbrzymie nietoperze wystawiają brzuchy a resortu strzeże ochrona z bronią.

2 komentarze

  1. Dorotko piękne zdjęcia i podajesz wiele ciekawych informacji. Wynika z nich, że widzieliście Komory dla turysty i te codzienne – mieszkańców. Interesująco piszesz o przyrodzie. Można się ,dzięki Tobie , przekonać nawet do nietoperzy😀

    • Dziękuję bardzo za opinię. Staram się patrzeć na świat i opisywać go taki, jaki jest – we wszystkich barwach. Fascynuje mnie przyroda. Komory są małym zakątkiem, a mieszkają na tych wyspach wyjątkowe, endemiczne gatunki. Oby tylko przetrwały lasy na Komorach, jak najdłużej.

Pozostaw odpowiedź

Your email address will not be published.