Park Narodowy Tarangire

Położony jest w północnej części Tanzanii. Został utworzony w 1970 na powierzchni 2600 km2. Nazwa parku pochodzi od rzeki Tarangire, która przepływa przez park. Charakterystyczne dla Parku są olbrzymie baobaby.

Jest to miejsce, gdzie żyje najwięcej słoni sawannowych w Tanzanii.

Zwiedzałam Park w styczniu 2020 roku. Przyjechałam do tego miejsca z Aruszy, miasta położonego w północno-wschodniej części Tanzanii. Odległość, jaka była do przejechania to 140 km drogą asfaltową. Prowadził Dikson, nasz dyplomowany przewodnik po tanzańskich parkach. W Parku Dikson podniósł dach samochodu. Wsłuchiwałam się w dochodzące zewsząd dźwięki. Dikson zatrzymał samochód i wtedy usłyszałam wysoki wydłużający się śpiew buu buu bou buu, wskazał na siedzącego na gałęzi ptaka:

Tropical bou bou.

Powtórzyłam za Diksonem.

Tropical bou bou.

Wyciągnął książkę, przekartkował i pokazał, jak powinna być napisana nazwa tego ptaka. Wszystkie nazwy skrupulatnie wprowadzałam do notesu. Tropical bou bou należy do wróblowatych, ale jego śpiew mogłabym porównać do słowika. Zatrzymywaliśmy się co chwilę, by przepuścić przechodzące stada małp, antylop.

Przy baobabie stała rodzina słoni. Trzy maluchy jadły trawę. Zauważyłam je dopiero, gdy stanęłam na siedzenie. Schowały się przy pniu drzewa. Nie, to nie one się schowały. To dorosłe słonie ukryły je przed naszym gapiostwem, zasłoniły sobą.  Trzy dorosłe słonie ustawiły się w trójkącie. Stały tyłem do siebie, zwrócone w kierunku trzech stron świata, ale równocześnie obserwowały nas. Można było zmierzyć kąt prosty w ich ustawieniu. Czwartą stronę zajmował baobab. Był szeroki prawie, jak dwa duże słonie. Wydawało się, że tworzą szyk bojowy. Dorosłe słonie chroniły małe słoniątka. Jeden słoń z najdłuższymi ciosami stał przed nami i obserwował, uszy miał położone wzdłuż głowy. To była matka. Drugi był po przeciwnej stronie. Zadem łączyły się w linii prostej. Trzeci słoń miał mniejsze ciosy i był trochę mniejszy, mógł to być starszy brat słoniątek. Baobab był tak wysoki, że korona drzewa tworzyła olbrzymi parasol. Widać było, że środek pnia jest częściowo pusty. Rozrósł się i pękł ? Zatrzymaliśmy się na dłużej, żaden samochód nie podjeżdżał, a mimo to słonie nie czuły się już dobrze przy baobabie. Widać było, że chciały zmienić miejsce. Pierwszy ruch wykonała matka, pokazała szerokie rozległe uszy, jak zamszowe wachlarze. Zrobiła krok w naszym kierunku, mały słonik wtórował jej. Duże słonie stały i czekały, aż przejdzie matka z młodym. Po chwili rozeszły się przechodząc obok samochodu, ale cały czas nie zapominając o ochronie słoników. Odjechaliśmy.

W Tarangire było bardzo dużo słoni, niektóre chodziły z dala od szutrowych dróg, którymi jeździły samochody z turystami. Dikson pokazał nam w oddali kilkadziesiąt słoni. Robiłam zdjęcia, ale nawet szerokokątny obiektyw nie był w stanie objąć całości tej wielopokoleniowej rodziny. Obok nas stały inne samochody, turyści stawali na siedzeniach, wychylali się, by obejrzeć tę migrację. Dikson siedział i obserwował. W pewnym momencie ruszył. Usiadłam.

-Pojedziemy w inne miejsce, a one do nas przyjdą.

-Słonie ? Cała, wielka rodzina ? Skąd wiesz ?

-Wiem, zobaczysz.

Zakręcił, wycofał i pojechał kilometr może dwa w innym kierunku. Zatrzymał się i stał. Nikogo tam nie było w pobliżu, ani samochodów, ani słoni. Po chwili zauważyłam, że słonie idą. Powoli bez zatrzymywania szły, skręciły w naszą stronę i swobodnie bez strachu wraz ze słoniątkami przeszły drogę, na której staliśmy. Gdy już większość słoni przeszła na druga stronę, Dikson jeszcze stał, nie włączał samochodu. Po chwili w oddali  pojawiły się jeszcze trzy słonie.

-Trzej młodzieńcy. To ich obstawa – security.

W Parku Tarangire oprócz słoni mieszkają też lwy, lamparty, zebry, impale, gazele. Po kilku godzinnym safari byłam wytrzęsiona po drodze pełnej kamieni i nierówności, zakurzona i lekko zmęczona.

Słoni widziałam bardzo dużo. Zachwyciła mnie ich natura. Urzekły mnie też żyrafy i strusie, które przemierzały afrykańskie sawanny. Żyrafy rozmawiały z baobabami. Lwy leżały pod drzewem bardzo daleko drogi, tylko Dikson był je w stanie dostrzec. Po zrobieniu zdjęcia i przybliżeniu, widziałam jak lwice odpoczywały. Lampartów ani bawołów w Parku Tarangire nie widziałam.

Za to w Parku Serengeti był nie tylko lampart, ale i gepardy, lwy, słonie, żyrafy, bawoły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.