Plantacje herbaty

 

W Malezji są dwie olbrzymie plantacje herbaty. Zastanawiałam się dlaczego tylko dwie, jeśli klimat jest wystarczająco dobry ? A herbatę piją prawie wszyscy.

W porze suchej temperatura nie przekraczała 25 stopni Celsjusza, czuć było rześką bryzę, a słońce rozjaśniało wielohektarowe wzgórza plantacji herbaty.

Co jest przyczyną, że nie opłaca się w tak sprzyjającym klimacie uprawiać herbaty ?

Odpowiedź jest dosyć prosta, gdy przyjrzymy się, w jaki sposób zbierana jest herbata. Nie ma maszyn, które by można było przygotować, nastawić i wykorzystać do tej pracy. Są ludzie: młodzi, starzy, mężczyźni, kobiety, którzy zostali przypisani do tej pracy. Dziedziczą zawód po swoich przodkach. Mają mieszkania zapewnione przez pracodawcę, żyli tu i pracowali ich rodzice, żyją i pracują i oni. Czy zbierają listek po listku, wybierając ten najbardziej zielony? To jest chyba niemożliwe. Widziałam jak ludzie stali przy krzewach i zbierali liście, jeden z nich uderzał w krzewy kijem. Zielone liście nie są w stanie spaść po uderzeniu w krzew. Praca na pewno jest żmudna i monotonna. Kilkugodzinne nachylanie się nad krzewem z pewnością powoduje bóle w plecach. Zebrane liście z krzewu wrzucają do worka. Ile tych liści tam musi być, by zapełnił się wielki lniany worek, który później noszą na plecach. Jak długo pracodawcy utrzymają swoich pracowników ? Bo koszty zbiorów herbat są ogromne. Stąd może dlatego w sklepikach przy plantacjach są też sprzedawane zielone herbaty z Chin oraz ICE TEA np. o smaku mango. Trzeba jakoś sobie radzić, a na handlu wiadomo „zawsze lepiej się wyjdzie”.

Droga do plantacji herbat

Droga prowadzi na północ od Kuala Lumpur ponad 200 km. Pomiędzy miasteczkami  Cameron Higlands a Cameron Lavender Garden znajdują się dwie plantacje. Jedna jest nazywana Cameron Valley Tea a druga BOH Sungai Palace Tea Centre. Samo miasteczko Cameron nie zajmuje niczym uwagi, raczej zniechęca. Droga, która prowadzi do plantacji, częściowo jest trasą szybkiego ruchu, ale ta część bliższa celu rozciąga się i prowadzi krętymi, wąskimi ulicami wzdłuż lasów już należących do dżungli. Gęstych namorzynowych lasów, wysoko osadzonych bananowców, głęboko w dolinie rozsianych mahoniowców, długich wijących się lian. Mieszkańcy okolicznych wiosek, którzy mieszkają w domkach z bambusów zwani są przez Malezyjczyków tubylcami.

Gdy minęła nas na motorze para, chłopak, z dziewczyną, która miała na głowie kolorowy, wzorzysty turban w kształcie pieroga. Ismail nasz kierowca z Malezji powiedział:

To są tubylcy, tacy jak w Australii Aborygeni. Mają zapewnioną darmową szkołę i opiekę zdrowotną.

Otworzył okno, by pokazać szkołę, a zatem powiedział:

Warto pooddychać świeżym powietrzem.

Na poboczach drogi porośniętych paprociami wylegiwały się dzikie psy. Ismael, zapytał:

Wiecie dlaczego tu przy drogach nie ma małp ? W całym tym regionie nie ma. Pamiętacie, jak jechaliśmy do Malaki na południe, tam było dużo małp na drzewach, na drogach.

Słuchaliśmy, co powie dalej.

Oni zjadają małpy.

Kto ?

Tubylcy.

Zakręty na drodze są bardzo ostre. Ponad godzinę jedziemy i Ismail przed każdym zakrętem trąbi, by jadący z przeciwka usłyszał, bo zobaczyć samochodu z przeciwka nie da rady. Jadąc trzeba uważać , kierowcy jeżdżą szybko i niebezpiecznie. I od czasu do czasu pojawiają się turyści, którzy zapominają, że w Malezji jeździ się po lewej stronie.

Ismael śmieje się, teraz zobaczycie największą truskawkę. Cały ten region jest owocowo- warzywno-kwiatowy. Przed nami po przejechaniu kolejnego zakrętu stoi kilkumetrowa truskawka.Gdybyśmy w Polsce oznaczali tak nasze ogródki, gdzie prawie u każdego wyrosną truskawki, to mielibyśmy wesoło na drogach.

Ismaela również śmieszą te truskawki i inne znaki, które wprowadzają w błąd.

Zobaczcie tutaj jest bilboard Beefarm, ale to nie jest farma pszczół.

Znów się śmieje.

Bee to imię chińczyka, który ma farmę truskawek, a nie pszczółek.

Zanim dojechaliśmy do plantacji herbat, Ismael zatrzymał się jeszcze przy rynku z kaktusami. Był zaskoczony, że u nas w Polsce też hoduje się kaktusy i te okazałe rośliny, nie zrobiły na nas wrażenia. Szybko zdałam sobie sprawę ile mamy w Polsce smacznych owoców, pięknych roślin, ile niespotykanych gatunków storczyków, magnolii, rododendronów, tulipanów, róż. W tym regionie również rozciągają się doliny, w głębi których uprawiane są warzywa. W długich kilkudziesięciu metrowych, zafoliowanych tunelach uprawiane są warzywa. Teren jest sprzyjający, wzniesienia, wyżyny, doliny, ale też duże opady deszczów. Folie mają chronić przed deszczem i mocnymi promieniami słońca.

Klimat dla herbaty

W plantacji herbaty chłodna bryza sprawia, że po raz pierwszy można poczuć się w Malezji rześko. Dlatego wszyscy pracownicy na polach krzewów herbacianych noszą długie do kolan kalosze, długie nogawki spodni, długie rękawy koszul, fartuchy osłaniające spodnie, szpiczaste kapelusze z szerokim rondem, z których spływa deszcz, a promienie słońca nie poparzą twarzy. Optymalne warunki klimatyczne do uprawy herbaty to: wilgotność powietrza i wysokie temperatury, ziemia powinna mieć odczyn kwaśny i być przepuszczająca wodę. Krzewy herbaciane nie lubią stojącej wody. W porze suchej krzewy są nawadniane poprzez system rur poprowadzonych wokół krzewów. Rury nie są zakryte pod ziemią, a woda w nich wydaje dudniące odgłosy, jakby płynęła z wodospadu. Krzewy są rozłożone w równoległych blokach i jak jest słonecznie to widać, że tworzą szachownicę zielonych odcieni. W plantacji BOH pokazali nam drzewo mające ponad sto lat, sięgało ponad trzy metry wysokości. Krzewy herbaty mają zazwyczaj od piętnastu do dwudziestu pięciu centymetrów wysokości. Soczyste najzieleńsze liście są najlepsze do obróbki. Człowiek, gdy je przyniesie spakowane w lnianych workach do fabryki. To są poddawane procesowi produkcji herbaty. Praca w fabryce jest zmechanizowana, ale niezautomatyzowana. Liście są cięte, następnie poddane fermentacji, suszeniu i sortowaniu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.