Home / Azja / Promem po Bosforze z Orhanem Pamukiem

Promem po Bosforze z Orhanem Pamukiem

Z portu Eminönu po europejskiej stronie Stambułu dopłynęliśmy do portu Üsküdar w części azjatyckiej. Podroż trwała tylko godzinę, prom szybko przecinał wody cieśniny Bosfor.  Ta część Stambułu była zupełnie inna,  gwarno, jak w porcie – rozmowy przechodniów, turystów, sklepikarzy, warkot silników odpływających statków i krzyk mew – to jednak było tłem w porównaniu do głośnej muzyki wydobywającej się ze wzmacniaczy. Odgłosy i sceneria przypominały wiece polityczne. Na kilku zadaszonych stoiskach ulotki, zdjęcia, plakaty, hasła. Z każdego stoiska puszczana była przez głośniki inna muzyka. Stanęłam, by posłuchać o czym śpiewają. Śpiewali oczywiście po turecku, a w tym języku znam tylko jedno słowo teşekkür (dziękuję). W piosenkach nie słyszałam tego słowa. Słowo, które usłyszałam i zrozumiałam to – Erdogan – powtarzane, jak mantra. Czy to możliwe ? Odsunęliśmy się na bok i zaczęliśmy rozglądać się po tablicach informujących o odjazdach i przyjazdach promów. Biur organizujących rejsy po Bosforze jest dużo, statki pływają o każdej porze i dosyć często. Poszukaliśmy odpowiedniego rejsu i znów byliśmy na wodzie tym razem z bohaterami Orhana Pamuka.

W pierwszej scenie miniaturzysta powinien namalować nas w barkasie, do którego wsiedliśmy w Unkapani, płynących po błękitnych wodach cieśniny Bosfor  do Üsküdaru w otoczeniu czterech wąsatych i umięśnionych wioślarzy. Imam i jego kościsty brat o śniadej cerze zadowoleni z nieoczekiwanej podróży wdali się w przyjacielską pogawędkę z wioślarzami. W tym czasie ja, mając przed oczami rozkoszne sceny małżeńskie, wpatrywałem się w toń Bosforu, bardziej przejrzystą tego słonecznego zimowego poranka, pilnując, czy nie pojawi się jakiś złowieszczy znak. Bałem się na przykład, że ujrzę na dnie wrak statku pirackiego. Bez względu na to, w jak wesołych barwach miniaturzysta namalowałby morze i chmury, powinien wprowadzić odpowiednik moich obaw równie intensywnie, jak moje wizje szczęśliwości, choćby rybę o strasznym wyglądzie – po to, by czytelnikowi wszystko nie wydawało się zbyt różowe[1].

Podróż nasza odbywała się pod koniec maja, było słonecznie i patrzyłam na świat otwartymi oczami, kolorów i odcieni niebieskiego, zielonego i turkusu było znacznie więcej niż różowego.  Co do kolorów ryb, które mógłby namalować miniaturzysta też miałby ich olbrzymi wybór. Widziałam jak przy porcie w Üsküdar rybacy stali i zarzucali wędki. Gdy dopłynęliśmy do portu Eminönu na moście Galata rybacy również stali i zarzucali wędki. Gdy siedziałam w restauracji YAKA Balik pod mostem Galata, kilka ryb na żyłce uchwyciłam wzrokiem przesuwających się nad głowami turystów wybierających restaurację.  Rybakom nawet nie przeszkadzały mewy, które były ciągle głodne. Podróż po Bosforze trwała kilka godzin, prom płynął szybko i czas upływał równie szybko.  Z Üsküdaru płynęliśmy w stronę Morza Czarnego.

Pierwszy przystanek był przy meczecie Ortaköy przy którym wisi most Bosforski łączący dzielnice Stambułu Ortaköy leżąca po stronie europejskiej z Pałacem Beylerbeyi  położonym w Azji. Dopłynęliśmy do drugiego mostu Mehmeda Zdobywcy (sułtan Mehmed II Zdobywca, przydomek zyskał dzięki zdobyciu w roku 1453 Konstantynopolu. Włączył miasto do imperium osmańskiego, co stanowiło o zakończeniu cesarstwa bizantyńskiego). Po stronie europejskiej w pobliżu mostu znajduje się Rumeli Hisarı lub Forteca Rumeli. Forteca została zbudowana przez Mehmeda II Zdobywcę. Głównym jej zadaniem była blokada drogi morskiej przez Bosfor dla statków cesarskich i odcięcie Bizancjum od Morza Czarnego. Twierdzę nazywano popularnie Boğazkesen (Podrzynający Gardło). Drugim przystankiem był port Üsküdar.

Jak wypłynęliśmy z portu, zwróciłam uwagę na wystającą na małej wysepce wieżę (turecka nazwa to Kız Kulesi co znaczy Wieża Panny, angielska nazwa Maiden’s Tower jest też oryginalna nazwa polska Wieża Leandra). Od 408 r. p.n.e. była grecką strażnicą ostrzegającą przed perskimi okrętami. Obecnie w wieży znajduje się stacja kontroli ruchu na Bosforze oraz kawiarnia i restauracja. Płynąc po Bosforze warto popatrzeć lub nawet zwiedzić Pałac Dolmabahçe może nawet dlatego, że jego wartość przy budowie wyniosła 35 ton złota. W pobliżu również po stronie europejskiej znajduje się Çırağan Palace (osmański pałac z XIX w., który teraz należy do hotelu Kempinsky). Ostatnim przystankiem był port Eminönu, o którym więcej w poście Stambuł tropem Orhana Pamuka. 

 

[1] Pamuk, O. Nazywam się czerwień, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007 r. s. 282

2 komentarze

  1. Dorotko relacje są malownicze i zawierają wiele ciekawych informacji, a piękne zdjęcia są dopełnieniem całości

Pozostaw odpowiedź

Your email address will not be published.