VATHI – JAK CIĘŻKA JEST PRACA RYBAKA ?

Wioska rybacka Vathi leży na półwyspie Methana. Przyjechaliśmy tam tylko, aby zjeść na obiad świeże ryby. Tak nam się spodobało, że zostaliśmy na noc, a rano poszliśmy z rybakiem wyciągać sieci.

O 6.30 czekaliśmy przy kutrze. Z naszych obserwacji wynikało, że sieć ma ponad 100 metrów, a wyciąganie jej z morza, nie zajmie więcej niż 1 godzinę. Okazało się inaczej. Rybak przyszedł przed 7.00. Zawiązał buty, zrobił kawę, przemył kuter, pozwolił nam wejść. Wypłynęliśmy. Słońce pojawiało się na wierzchołkach gór. Woda była granatowa. Silnik terkotał. Rybak raz jedną ręką, raz drugą na przemian przeciągał sieci przez dwa duże kołowrotki zamontowane na kutrze. Zahipnotyzowana patrzyłam na każdy metr żółtej sieci. Początkowo w sieci plątały się tylko łuski małych rybek. 100 metrów sieci mignęło przed oczami, jak puszczony w niebo latawiec pod wpływem silnego wiatru.

On nic nie mówił, my też niewiele. I w pewnym momencie  z rozpryskującej się sieci wyskoczyła na biały pokład czerwona skorpena.

Krzyknęliśmy  – skorpena !

Rybak z uśmiechem przytaknął  – ne, ne.

Następnie były jeszcze twarde kraby i plastelinowate kalmary, i jedna wielkooka ośmiornica. I lobster, który ostrymi szczypcami dziurawił sieci, ale ucieszył go najbardziej.

Gdy wyciągnął ryby z pierwszej sieci, bez słowa przepłukał wodą morską pokład, podpłynął do kolejnej boi i zaczął od nowa.

Po godzinie bujania na morzu poczułam, że jestem śpiąca, trzymałam aparat, by chronić, go przed solą morską, ale i też czujnie, by uchwycić każdy połów, dlatego nie mogłam zamknąć oczu i się przespać. Do tego druga sieć zablokowała się gdzieś w głębinach, odciął ją, zawiązał przy niej bojkę i pozostawił unoszącą się na morzu.

Myśleliśmy, że to już powrót do domu. Mdliło mnie od patrzenia w jeden punkt.  Staliśmy w miejscu, fale uderzały o kuter raz z prawej wystawiając nas na mocne słońce, raz z lewej wystawiając nas na wiatr.

Rybak podpłynął do drugiej boi trzymającej jego sieć z drugiej strony. Zaczęło się od nowa. Po kilkadziesiąt centymetrów sieci przeciągało się po kołowrotku, o on każdą jej część wyciągał na pokład. W tej sieci było mnóstwo krewetek, które ustawiały mi się pod słońce, zarejestrowałam obrazy, jak na badaniu rentgenowskim.

Kutry w Vathi.
Połów ryb o wschodzie słońca
Kalmar
Ośmiornica

Okazało się, że jedna sieć ma nie 100 metrów tylko ponad 500 metrów nici zapadniętych w głębinach. A rybak wyławiał sieci nie jedną godzinę, a trzy. Po czym, gdy dopłynęliśmy do brzegu. Każdy kawałek sieci układał, sprawdzał czy nie jest podarta, cerował. Był wujkiem Dymitra, który zarządzał z babcią w restauracji. O tym napiszę w kolejnej części – JEDZENIE RYB W VATHI .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.