Viveiro, Galicja

Położone jest w prowincji Lugo w północnej części Hiszpanii w regionie Galicja.

W Viveiro, jak i w całej Galicji rzadko spotyka się zagranicznych turystów. Ulicami miasta przemieszczają się mieszkańcy. Miasto choć jego tradycja sięga XII wieku jest tworem architektonicznych kontrastów. Idąc wzdłuż Rúa Suasbarras zwracałam uwagę na domy i ich mieszkańców. Większość domów ma szarą elewację. Na niektórych widać ślady startej farby i pod nią kryje się szaro-biała cegła. Na dachu położone są płaskie kawałki, łamliwego ciemnego kamienia, wyglądają jak dachówki. Niektóre domy mają charakterystyczne dla Hiszpanii balkony, wysokie stropy a wieczorami pali się tam światło. Inne wyglądają, jak lepianki głęboko usadowione w skalistej ziemi. Tam też mieszkają rodziny z dziećmi. Są też takie domy, w których pozostały okiennice, ale już nie ma szyb i nikt w nich nie mieszka.

Był sierpień, wieczorami padał deszcz, a strugi wody spływały ulicami. W ciągu dnia słońce ukrywało się za chmurami. Na Playa de Covas rodziny z dziećmi odpoczywały na ręcznikach rozłożonych na drobnym, skruszonym piasku. Od czasu do czasu pomimo chłodu jaki dawał Ocean Atlantycki dzieci wskakiwały do wody, i wybiegały, tak szybko, jak wbiegły.

Przypływy i odpływy

Hotel w którym mieszkaliśmy nazywał się Resort Thalasso Las Sirenas, przebywali tu przede wszystkim Hiszpanie. Na śniadaniach czułam się w nim, jakbym razem z tubylcami przyjechała na pracownicze wczasy. Hotel ma doskonałe położenie. W restauracji położonej na piątym pietrze rozpościera się widok na ocean, las piniowy i miasto.

Do hotelu należy plaża. Z piątego pietra plaża wydawała się mała, ograniczona. To był efekt dwudziesto-metrowych skalnych zboczy i wzniesień. Na piaszczystą plaże prowadziły kręte schody. Gdy zeszliśmy na dół, położyłam się wśród delikatnego szumu fal, sen przyszedł natychmiast.  Gdy się obudziłam ani szerokość plaży ani jej odległość od morza nie zmieniła się, a była już 19.30.

O tej porze w Ribadesella w Asturii oddalonej o 246 km na wschód, cieszyliśmy się już zjawiskiem odpływu. Dopiero, gdy zrobiło się ciemno z doskonale położonej restauracji zaobserwowaliśmy, że plaża jest większa. Postanowiliśmy zejść na sam dół. Plaża była olbrzymia. Piasek wilgotny, jeszcze dwie godziny wcześniej dźwigał ciężkie fale oceanu. Teraz odbijały się w nim pobliskie skały. Te skały jeszcze dwie godziny temu były pod wodą. Nawet nie wiedziałam, że jest ich tak dużo, i że są tak wysokie. Fale buzowały w oddali odbijając się od wzniesień. Muszki przyklejały się się do stóp. Szliśmy wzdłuż skał, wzdłuż wybrzeża, które odmieniło się w nocy i pokazało swoje dno.

Ten widok nie był do zaobserwowania z restauracji, ani z tarasu widokowego, ani ze ścieżki prowadzącej wokół linii brzegowej. Otwierał się przed nami wąwóz, który w przypływie w ciągu dnia jest wypełniony wodą oceanu. Patrzyłam na gwiazdy, by nie myśleć, co by było, gdyby teraz przyszedł przypływ. A jednak wyobrażałam sobie, jak wlewa się ocean w ten wąwóz, i zalewa wszystkie skały pozostawiając tą niewielką łachę piachu, na której spałam. A jednak wody oceanu były tak daleko i tak spokojne, że ledwo widziałam, jak się pienią.

To doskonałe zjawisko przypływów i odpływów obserwowałam już w wielu miejscach, a jednak za każdym razem mnie zadziwia, i wzbudza respekt do przyrody. Tu w Vivveiro na Playa de Sacido zjawisko odkrytych wąwozów było dla mnie szczególnie pięknym doświadczeniem przypływów i odpływów.

Kuchnia galicyjska
Tak, jak pisałam restauracja w resorcie Las Sirenas była bardzo dobra. Oprócz świeżych ryb, które podawali z kartoflami. Tak kartofle są obowiązkowym dodatkiem w kuchni galicyjskiej. Zjadłam wspaniałe danie, które miało wyjątkowo brzmiącą nazwę Filloa Rellena de Crema de Marisco con Salsa. Są to naleśniki z pastą krewetkową w kremowym sosie. W Galicji w ciągu tygodnia zjadłam więcej ziemniaków niż w Polsce w ciągu miesiąca. Obok ziemniaków częstym dodatkiem są jajka sadzone.

W restauracji As Tixolas przy Rúa Suasbarras jedliśmy charakterystyczne dania dla galicyjskiej kuchni – słynne ośmiorniczki po galicyjsku (pulpo a la gallega). Pokrojoną cienko ośmiornicę podają z pieczonymi kartoflami, całe danie posypane jest chilli.W restauracji O Meson de Fernando przy Rua Granxas 11

Wszystkie dania opisane są po hiszpańsku, i nikt z obsługi nie mówi po angielsku. Zamówiłam Caldo Gallego, to taki rosół po galicyjsku.  Podawany jest w żeliwnym półmisku. Tak, jak wyglądał, tak i smakował. Zupa składała się z zielonych liści jarmużu, fasoli i oczywiście kartofli. Innym daniem, które zamówiliśmy była Empanada casera de marisco – duże pierogi ze zmielonymi owocami morza. Bezpiecznym daniem w sytuacji, gdy karta menu jest po hiszpańsku jest fritura de pescado del dia czyli ryba dnia.

Ceramika galicyjska

Miasteczko pomimo swojej szarości ciągle mnie zaskakiwało. Wyjeżdżając z miasta w kierunku Santiago de Compostela a dalej na Vigo zatrzymaliśmy się galerii ceramiki – Regal Ceramica. https://www.regalceramica.com/ Wazony, obrazy, talerze, kubki, filiżanki, butelki na oliwy, przyprawy są pełne kolorów i charakterystycznych, powyginanych twarzy z wielkimi oczami. Przypominały styl Picassa. W Galicji dokładnie w A Coruna mając 13 lat Picasso wystawiał swoje pierwsze prace.

One Reply to “Viveiro, Galicja”

  1. Tak. Przypływy i odpływy mają w sobie coś magicznego. Rozmarzyłam się. Dorotko piszesz o potrawach
    z ziemniakami w roli głównej lub drugoplanowej. Boleję nad tym, że u nas to warzywo nie ma dobrego
    pi-ar-u. Traktowane jest jako wypełniacz, nie rozróżnia się gatunków, walorów smakowych i przeznaczenia.
    A szkoda, bo jesteśmy po Niemcach i Francuzach czołowym producentem ziemniaków w Europie 🙂
    Oczywiście zdjęcia namawiają mnie do grzechu obżarstwa 🙁
    A gdyby jeszcze dania podano na pięknej ceramice z Regal Ceramica, to byłoby po mnie.
    Dziękuję za kolejną dozę przyjemności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.