Waterberg Wild Reservat – 4×4 po Afryce

Park Waterberg Wild Reservat znajduje się na północ od Pretorii stolicy Republiki Południowej Afryki.

W Afryce najpiękniejsza jest przyroda. Aby ją poznać najlepiej spędzić więcej, niż jeden dzień i noc w rezerwacie. Dlatego w Afryce najbardziej lubię spać w samochodzie na dachu. Budzić się śpiewem ptaków i schodzić po drabinie z namiotu, by ukryć się w cieniu. Lubię obserwować zwierzęta w ich naturalnych warunkach.

Jak podróżować bezpiecznie i blisko przyrody ?

Konieczny zestaw: dużo wody, zapasy benzyny, zapałki i telefon satelitarny.

O czym warto pamiętać? o podróżowaniu w dzień, o nie wychodzeniu z samochodu, w miejscach, gdzie dzikie zwierzęta mają otwartą z ludźmi przestrzeń, o zachowaniu ciszy.

Polecam wypożyczalnie Bushlore w Johanesburgu. Tam pożyczasz samochód z napędem na cztery koła. W Afryce zalecane jest korzystanie z takich samochodów ze względu an warunki drogowe. Taki samochód jest domem na czas, gdy chcemy, być blisko przyrody. Na dachu ma namiot (pokój sypialny), wchodzi się tam po drabinie. Jest tam materac, pościel, prześcieradło,  poduszki i kieszenie na latarkę, dokumenty, aparaty i inne potrzebne książki i nie tylko. Najpierw urządzam się na górze, potem na dole. Walizki z ubraniami pozostają na tylnych siedzeniach w samochodzie. Z przodu pozostawiam ręczniki i kosmetyki. W środku wbudowana jest lodówka, półki na podstawowe naczynia, kuchenkę. Na drzwiach przyczepione są rękawy płócienne na sztućce, na zapałki, latarki, spraye przeciwko komarom. Rano jednym ruchem składamy namiot, zamykamy drzwi i odjeżdżamy. Właściciele Bushlore pozwolili mi przykleić napis Cheetah Studio.

Z takim samochodem życie w Afryce staje się łatwiejsze. Każdy kemping jest przystosowany do zatrzymania się na noc w takim samochodzie. Ma miejsce na drzewo i palenisko. W pobliżu jest łazienka. O tym więcej w innych artykułach na przykład w Khama Rhino Sanktuary.

Jak dojechać do rezerwatu ?

W RPA jest dużo parków. 10 km od szutru dojechaliśmy do środka „dziczy”. Rezerwat nie miał recepcji, był za to Lazarus. Miał nie więcej niż 150 cm, uśmiech miał szczery, otwarty, choć brakowało zębów, a oczy zwężały się w wąskie ukośne szparki, wydał mi się bardzo sympatyczny. Gdy usłyszał, że jestem Cheetah i bywam niebezpieczna. Śmiał się całym sobą, zginał swoje szczupłe i giętkie ciało w pół, znów popatrzył na mnie i wyginał się rechocząc. Dostał butelkę namibijskiego piwa Windhoek, nazwa pochodzi od stolicy Namibii. Podziękował i poszedł do siebie. Nie wiedzieliśmy, gdzie mieszka. Sam przyszedł wieczorem i przyniósł nam suche zapałki. Rano też był, nasze palenisko tliło się.

Z Johanesbourga wyjechaliśmy na N1 do Pretorii. Ludzie z Buschlore, tam gdzie wypożyczyliśmy samochód rozpisali nam mapkę, jak mamy dojechać do Waterberg Wild Reservat

Kierunek Polokwane, potem zjazd R101 na Mokopane wzniesienia do 1845 m. n.p.m. W Mokopane było boisko do Rugby, nowoczesny College School, KFC, super SPAR, stacja benzynowa ENGEN. Na zakrętach nieznośnie włączały się wycieraczki zamiast kierunkowskazów. Jazda po lewej stronie wymaga koncentracji, szczególnie na rondzie, gdzie nie można zrozumieć dlaczego jadę nie w tym kierunku, co bym chciała. Na drogach znaki KEEP LEFT PASS RIGHT. Na przejściach dla pieszych dziewczynki ubrane w granatowe spódniczki i bordowe kamizelki, chłopcy granatowe spodnie i również bordowe kamizelki, wszyscy mają białe koszule. Po drodze mijamy pick upa, na pace siedzi młody mężczyzna i trzyma drabinę. Z okna widzę kobiety , w ręku z kolorowymi parasolkami, a na głowie noszą zakupy. Przy znaku stop stoi chłopak, sprzedaje ryby zapakowane w gazety. Najpierw zauważyłam gazety i myślałam, że sprzedaje gazety, ale widziałam, jak ryby pakował w gazety.

Po przejechaniu po sutrze 10 km wprowadzamy właściwe numery i odkodowujemy pierwsza bramę. Jadąc po szutrze przechodzącym w ostre kamienie stłukła się butelka czerwonego wina. Słyszałam kiedyś takie przysłowie: „Lepiej by się 100 kościołów spaliło, niż rozlała kropla wina”.  Przysłowie kontrowersyjne i radykalne stąd pozwolę sobie na interpretację równie skrajną. Religie powodują kłopoty, a wino i biesiadowanie zbliża ludzi do siebie, ale tego dnia wino spowodowało kłopoty.

Jakim głosem mówi przyroda w nocy ?

Wieczorem przyszła cisza. Pomyślałam, że cywilizacja nauczyła nas bać się ciszy. Łatwiej jest odnaleźć się  w burzy, bo ona wymaga od nas działania, a cisza, jak poradzić sobie z ciszą ? Szczególnie gdy się siedzi w środku Afryki. W tej ciszy usłyszałam i powiedziałam – Lazarus do nas biegnie, podeszłam kilka kroków w stroną drogi i cofnęłam się. To co słyszałam, było już nie na mojej drodze tylko w pobliskich krzakach za grillem, i nie był to Lazarus.

Po chwili przyroda zaczęła wydawać znajome odgłosy chrumkania, to prawdopodobnie były guźce, w oddali przechodziły w melodyjne, śpiewne arie, jednak nie były to ptaki. Słyszałam i szczękanie i zawodzenie. Nie przyzwyczajeni do przyrody, nawet reagujemy, gdy wiatr wypełni listek i podniesie go. Cisza przeplatała się z głośną przyrodą. Wiem, że w ciszy objawił się Bóg Eliaszowi. Przyszedł w delikatnym powiewie.

Gdzie przekroczyć granicę ?

Kierowaliśmy się na rzeką Limpopo. Potem już Groblers bridge – przejście graniczne. Zapłaciliśmy 250 randów, nie wiedzieliśmy za co. Wizy nie potrzebowaliśmy. Na granicy stali również Polacy, usłyszałam „sama nie wiem” i nie wiedziałam czy usłyszałam po polsku, czy to jest jakiś zlepek słów w innym języku. To byli Polacy wjeżdżali do Botswany po raz pierwszy. Tak, jak my.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.