Koiimasis – camping z lampartami

Koiimasis znajduje się w południowej części Namibii w pobliżu Namib National Park.

Przejechaliśmy całą Namibię zaczynając z Windhuk następnie kierowaliśmy się na południe aż do rzeki Oranje potem na północ aż do granicy z Angolą i z powrotem do Windhuk. Mój mąż prowadził samochód, a ja pilotowałam korzystając z papierowej mapy Namibii. Dlatego w opisach o podroży po Namibii wskazuję na numery dróg i kilometry, jakie przejechaliśmy, bo miało to znaczenie w takim sposobie podróżowania po tym kraju.

Z Lüderitz jechaliśmy do Aus 125 km asfaltową drogą B4. Skręciliśmy w lewo na Helmeringhausen. Następnie pojechaliśmy 55 km szutrową drogą C13. Skręciliśmy w lewo na drogę D707. Tą drogą przejechaliśmy 90 km. Dotarliśmy do Koiimasis. Ostatnie 20 km przejechaliśmy po prywatnej kamienistej drodze pomiędzy łąkami. Łącznie tego dnia przejechaliśmy 270 km.

Przed Aus po obu stronach drogi po łące chodziły i pasły się konie. W nielicznych miejscach na świecie są dzikie konie, które żyją z dala od ludzi. Te konie z okna samochodu widziałam bardzo dokładnie. Były oddalone od drogi około 200-300 metrów. Droga do najdzikszego i najbardziej zachowanego w warunkach naturalnych campingu prowadziła  przez rzadko uczęszczane drogi, na których koła traciły przyczepność. Zwolniliśmy do 20 km/h. W tych warunkach, gdzie temperatura na zewnątrz wynosiła 39 °, konieczność wymiany koła byłaby udręką. W samochodzie mieliśmy dwa koła zapasowe. Dla podróżujących po Namibii zaopatrzenie się w dwa koła zapasowe jest niezbędne. Widoki dzikiej przyrody pozwalały zapomnieć o trudach podróży. W tak zwolnionym tempie stada oryksów, które mijaliśmy wydawały się bliższe. Przyglądałam się im prostym i długim rogom. W końcu dojechaliśmy do tablicy informującej, że do Koiimasis pozostało 20 km. Gdy byliśmy już, jak nam się wydawało na miejscu. Na bramie przeczytałam napis: Prosimy trzymać zamkniętą bramę. I brama była zamknięta. Chociaż na zewnątrz temperatura wynosiła 39 ° o godzinie 15.39 wyszłam z klimatyzowanego i otworzyłam bramę. Nie sama temperatura była przeszkodą, ale krajobraz. Trawy wokół wyglądały jakby mieszkały w nich dzikie koty. Samochód chociaż był z napędem na cztery koła, tonął w piachu. Po kilkunastu metrach pojawiła się kolejna brama i następna i następna. Powtarzałam te czynności automatycznie, włączyłam tryb czuwania. Czujność towarzyszyła mi przy każdym wychodzeniu, sciąganiu łańcucha, otwieraniu, zamykaniu i zakładaniu łańcuch. W końcu pojawił się kierunkowskaz. Na nim były napisy: Struś i Landsberg. Struś brzmiał przyjaźniej i skręciliśmy w kierunku strusia. Krajobraz wydawał się być jeszcze bardziej nieprzewidywalny. Wychodziłam, otwierałam i zamykałam kolejne bramy. Moje sandały zatopiły się w gorącym piachu. Wokół nie było ani jednego widocznego stworzenia. Masywne góry i wysoka wypłowiała trawa zastępowała je.

-Patrz miejsce wymarzone dla lwów.

Dojechaliśmy do budynku, na którym był napis – recepcja. Strusie, kaczki, kury przechadzały się po swoim terenie. Wyszła do nas pełna uśmiechu Anke Izko. Po przywitaniu dopytywaliśmy się,  o wszystko co nas zadziwiało. Powiedzieliśmy jej o naszych obawach i dopytywaliśmy.

-Czy są tu jakieś niebezpieczne zwierzęta? Może lwy? Bo są tu takie wysokie trawy i góry.

-Lwów nie ma, ale są lamparty.

-Lamparty?

Stanęły przede mną te bramy, łąki, góry i zdrętwiałam. Wyobraziłam sobie lamparty o jasnym umaszczeniu, których kolor skóry mógłby się zlać z kolorem wypłowiałych traw. Przecież ubarwienie sierści lamparta bez trudu pozwala mu się maskować. I staje się niewidoczny w trawie. Po chwili usłyszałam miły uspokajający głos.

-Nie bójcie się, wy go nie będziecie widzieć, ale on was zobaczy.

Raczej nas nie uspokoiła. Na noc do namiotu wrzuciliśmy wino, siekierkę i ostrze do grilla. To taki prymitywny sposób by poczuć się bezpiecznie. Namiot znajdował się na dachu samochodu. Gdyby zechciał lampart nas zaatakować, mógłby z pewnością. Jest przecież drapieżnikiem i lubi wspinać się po drzewach. Wczesnym rankiem, gdy wyszliśmy na spacer, na pniu drzewa i na pisaku w pobliżu zauważyliśmy ślady kocich łap. Lampart porusza się bezgłośnie. Lubi tereny porośnięte drzewami, również góry. Zazwyczaj wychodzi na polowanie o świcie, albo o zmroku. Czasem nieruchomo i bezgłośnie czyha na gałęzi drzewa, po czym skacze z góry na niespodziewającą się tego ofiarę. Najczęściej jednak czołga się w kierunku łupu i rzuca się na niego z bliska. Zabija natychmiast, uderzając łapą w kręgosłup lub ściskając szyję szczękami. Na szczęście najczęściej poluje na pawiany, guźce, antylopy średniej wielkości, małe ssaki, ptaki, jaszczurki. Łup wciąga na bezpieczną wysokość drzewa. Należy do gatunku chronionego. Lampart czasami lubi atakować zwierzęta domowe, obecnie farmerzy doceniają jego pozytywną rolę. Utrzymuje on w rozsądnych granicach stada pawianów i guźców, które najbardziej niszczą zbiory. Na terenach, gdzie wybito lamparty, stada tych zwierząt spowodowały ogromne straty.

Ciekawostki: Lamparty należą do grupy tzw. wielkiej piątki Afryki (określenie obejmujące pięć gatunków dużych ssaków): lwa, słonia, bawoła, czarnego nosorożca i lamparta. Lampart może wytrzymać bez wody nawet miesiąc. Dużo trudniej jest wytropić lamparta, niż lwa lub tygrysa, potrafi znakomicie ukrywać się w górach wśród skał. Lampart ma dwa razy lepszy słuch, niż człowiek, a w ciemności sześciokrotnie lepszy wzrok.

Czuliśmy się obserwowani, staraliśmy się zachowywać naturalnie i przygotowaliśmy sobie obiad na grillu. Zapach mógł go kusić, ale ogień odstraszał. Anke Izko prowadzi nie tylko hodowlę zwierząt, wynajmuje powierzchnie do rozbijania się w namiocie, ale prowadzi też sklep. Mąż jej przemierza szerokie tereny, które do nich należą i pilnuje porządku.

2 Replies to “Koiimasis – camping z lampartami

  1. Piękna przygoda opisana tak sugestywnie, że można poczuć upał i zapach zwierząt. No i wielkie emocje 🐆🐅🦏🐃🐘 Wykazaliście się dużą odwagą nocując w namiocie- nawet jeśli był na dachu samochodu 😀

    1. Dziękuję bardzo za komentarz. Zależy mi na tym, by opis pobudzał wyobraźnię i zmysły. W Afryce namiot na dachu daje poczucie komfortu, jak mercedes klasy S na autostradzie (no limit) w Niemczech.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.