„Życie jak w Madrycie” dzięki Conrado Moreno

Kilka dni spędziłam w Madrycie. Dzięki książce „Mój Madryt” Conrado Moreno wybrałam w tym mieście, to co dla mnie jest najlepsze, by poczuć smak życia w Madrycie.

I tak rozpoczęłam poszukiwania smaków na ścieżce literackiej i w malarskiej podróży.

Chodząc po dzielnicy Barrio de Las Letras czytałam fragmenty utworów znanych pisarzy. Nie wchodziłam do księgarni, ani biblioteki, ale na ulicy calle de las Huertas czy calle Lope de Vega dosłownie chodzi się po ozdobnych literach, które tworzą zadnia. Myśli wybitnych pisarzy unoszą się nad naszymi głowami. I nadają inny wymiar rzeczywistości. To dzieje się w dzielnicy Barrio de Las Letras, tu urodzili się Francisco de Quevedo (poeta) oraz Leonardo Fernandez Moratin (dramaturg i poeta), mieszkali Lope de Vega (dramaturg), Miguel de Cervantes (pisarz) oraz Luis de Gongora (poeta). Na terenie dzielnicy spoczywają Cervantes i de Vega.

Wiadomo, że Cervantes i de Vega, żyjący w tym samym czasie, nie żywili do siebie sympatii. Na ironię zakrawa zatem fakt, że ulicę, przy której mieści się dom Lopego de Vegi, nazwano na cześć Cervantesa, podczas, gdy ulica, przy której ponoć pochowany jest Cervantes, nosi nazwę Lopego de Vegi. Być może chciano zmusić pisarzy do pośmiertnej przyjaźni ? A może taka po prostu jest hiszpańska logika ? Pozostaje to nieodgadnioną zagadką nawet dla madrytczyków[1].

W tej dzielnicy znajdują się liczne kawiarnie, bary, cervecería, restauracje. Moje dwa najlepsze miejsca to: Bar cervecería El Diario (calle de las Huertas) założone w 1897 roku i cervecería Cervantes. (Plaza de Jesús 7). Zjeść śniadanie w Madrycie można najwcześniej o 11 ej i właśnie w El Diario. Większość madryckich kawiarni czy cervecería otwarta jest od 13 ej. W El Diario podają świetne tapasy z pastą krabową, łososiem, szynką i rukolą, anchovies. Na zjedzenie obiadu w Hiszpanii dobrze jest zaplanować godziny od 13 ej do 16 ej. W niektórych miejscach kończą się obiady o 15 ej. Są to obiady składające się z: zupy,drugiego dania,deseru,wody,kawy, wina w jednej cenie.  Szukamy w karcie pod nazwą menú del día.  W cervecería Cervantes  około  13 ej  podają obok napojów krewetki. Nie zdziwcie się, ale są zimne. Jednak nie ze względu na krewetki polubiłam cervecería Cervantes, a ze względu na ludzi, którzy tam siedzieli.  Były tam popijające wino przy stolikach osiemdziesięcioletnie kobiety i czterdziestki i pięćdziesiątki, i mężczyźni przy barze stali i kobiety. Wszystkie stoliki i miejsca przy barze i na zewnątrz przy beczkach były zajęte, każdy mówił, albo chociaż głośno przytakiwał. Hiszpański tembr głosu był przyjemny dla ucha. W pewnym momencie bawiliśmy się tym, że ich słuchamy. Śmialiśmy się razem z nimi, patrząc na ich gesty, na radość życia, która była w nich. A kelnerzy podawali zimne trunki ekspresowo. Wszyscy w cervecería Cervantes byli dokładnie tacy, jak powiedział Conrado Moreno:

Hiszpanie są narodem najmniej oszczędzającym w krajach Unii Europejskiej i żyją nie po to, by pracować, ale pracują po to, by żyć. [2]

Zamieszkaliśmy w pobliżu dzielnicy literatów w kamienicy na czwartym piętrze przy Calle del Marques de Toca 5. Do mieszkania wchodziło się po marmurowych schodach. Stamtąd do Museo Nacional centro de Arte Reina Sofia było „rzut madryckim beretem”. I tak rozpoczęła się moja malarska podróż. Przebyłam kilkanaście kilometrów po salach, na których wisiały cenne obrazy, po marmurowych schodach i chodnikach przy Paseo del Prado. W  Museo Nacional centro de Arte Reina Sofia chciałam po raz kolejny zobaczyć Guernica P. Picasso.

Obraz został zamówiony i opłacony w kwocie 200 tysięcy peset przez rząd republikański celem wystawienia go w hiszpańskim pawilonie podczas wystawy światowej w 1937 w Paryżu. Jest wyrazem hołdu złożonego baskijskiemu miastu Guernica, które 26 kwietnia 1937 zostało zbombardowane przez niemiecki korpus Legion Condor, wchodzący w skład Luftwaffe. Podczas hiszpańskiej wojny domowej (1936–1939) miasto opowiedziało się po stronie lewicowego rządu republikańskiego. [3]

Chciałam w tym Muzeum zobaczyć również Dziewczynę w oknie S. Dali, ale była wypożyczona. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie prywatna kolekcja Hansa Heinricha von Thyssen-Bornemisza. W Museo Nacional Thyssen-Bornemisza znajdują się obrazy najznakomitszych malarzy. Są powieszone na ścianach w salach na trzech piętrach budynku. Obrazy ułożone są chronologicznie, pogrupowane w kolekcje włoskie, obrazy malarzy niemieckich, holenderskich, północnoamerykańskich, jak również stylami: renesansowym, barokowym, impresjonistycznym, postimpresjonistycznym, ekspresjonistycznym, kubistycznym, surrealistyczny, pop art. Wędrowałam wśród nagich kobiet, świętych postaci biblijnych, twarzy, które dzielnie pozowały malarzom, a teraz żyją w mojej głowie. Mijałam drzewa we wszystkich kolorach palety, łąki i kwiaty, wodę. Słońce wschodziło i zachodziło, a ja nadal miałam siły, by zaglądać głęboko w  oczy tancerkom, prostytutkom i rycerzom. Gdy patrzyłam na stoły uginające się pod ciężarem owoców, krabów, ryb zachciało mi się jeść.

Hans Heinrich von Thyssen-Bornemisza zgromadził obrazy Tycjana, A. Dürera,  Canaletto, Caravagio, Rubensa, Rembrandta, El Greco, Vittore Carpaccio, Jeana-Baptiste-Camille Corot, Eugene Delacroix, Pierre-Auguste Renoira, Claude Moneta, Edgara Degasa, Vincenta Van Gogha, Andre Deraina, Chagalla, Maxa Ernsta, Picassa, Salvadora Dali, Wassily Kandinskiego, Luciana Freuda, Edwarda Hoppera, Roy Lichtensteina i wielu, wielu innych znanych malarzy.

Gdy szliśmy do Museo Nacional del Prado wiedziałam dobrze, jak jest olbrzymie i jak wiele znajduje się tam wspaniałych obrazów. Byłam gotowa poświecić swój czas tylko wybranym obrazom i malarzom. I przy tych obrazach nie liczyłam czasu: Ogród ziemskich rozkoszy, siedem grzechów głównych (namalowany na blacie stołu) flamandzkiego malarza Boscha, (po hiszpańsku nazywają go El Bosco), Triumf śmierci niderlandzkiego malarza P. Bruegla, Mona Lisa (z rzęsami i brwiami ) kopia Leonarda da Vinci, Damy dworskie, Tkaczki, Kuźnia Diego Velazqueza. Chciałam spojrzeć w oczy Saturnowi pożerającemu własne dzieci , ale był tak przerażający i wzbudzał tyle wstrętu, że podchodziłam do niego kilka razy. On i tak miał oczy obłędnie przysłonięte przez żądzę władzy. Obraz ten wywołał we mnie pytanie, co czuł F. Goya, gdy malował Saturna pożerającego własne dzieci? Bo gdy malował Maję ubraną i Maję rozebraną jestem przekonana, że czuł przyjemność.

Jeśli chcecie przeżyć podróż i zakosztować smaków malarstwa warto kupić jeden bilet upoważniający do wejścia do trzech muzeów: Museo Nacional del Prado, Museo Nacional Thyssen-Bornemisza, Museo Nacional centro de Arte Reina Sofia. Opłaca się, kosztuje 30,40 Euro. Nazywa się Paseo del Arte.

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją, niebo, drzewo, buty, roślina, na zewnątrz i woda

Park El Retiro

Blisko naszego miejsca zakwaterowania był Park El Retiro. Conardo Moreno zachęcił mnie tymi kilkom słowami piosenki opowiadającej o tragicznych losach króla Alfonsa XII.

Donde vas Alfonso XII ?

Donde vas, triste de ti

Voy en busca de Mercedes, que ayer tarde no la vi.

W wolnym tłumaczeniu słowa te znaczą: Gdzie idziesz, Alfonso XII, gdzie idziesz, biedaku ? Idę na poszukiwanie Mercedes, bo wczoraj wieczorem już jej nie widziałem”.

Król Alfonso XII zakochał się w swojej kuzynce Marii de las Mercedes, wziął z nią ślub. lecz sześc miesięcy później Maria zmarła. […] Po śmierci ukochanej król został zmuszony do ponownego ożenku z Marią Cristiną. Alfonso XII nie mógł jednak żyć z inną kobietą i był tak nieszczęśliwy, że osłabiło to jego zdrowie i wkrótce umarł. [4]

Madrytczycy postawili królowi olbrzymi monument w pobliżu stawu w Parku El Retiro. Od tego czasu król spogląda na zakochanych madrytczyków i turystów, którzy pływają na łódkach po stawie. W parku również warto zobaczyć szklany pałac, który przypomniał mi Starą Oranżerię w Łazienkach Królewskich w Warszawie.

El Rastro

Chcąc poznać życie mieszkańców Madrytu w niedzielę poszliśmy na bazar El Rastro. Od pięciuset lat w tym miejscu ludzie sprzedają, kupują targują się. Szybko trafiłam na uliczkę, w której były rożne stare płytki i inne bibeloty których szukałam. Po drodze usłyszałam kataryniarkę, o której Moreno napisał:

Największy ruch panuje na calle de la rivera de Curtidores. Przy odrobinie szczęścia być może uda nam się dostrzec kataryniarkę. Starsza pani przejęła zajęcie po zmarłym mężu. Pozostawiona po jego odejściu bez środków do życia, wyciągnęła organillo  i co niedziela gra na el Rastro.

Kataryniarka miała chustę na głowie, uśmiech w oczach a w rękach fach. Gdy dostała zapłatę za swoją grę, wręczyła Tomkowi obrazek z Matką Boską. Szperałam w starych rupieciach i znalazłam białą płytkę przedstawiającą trzech młodych chłopaków może nawet uczniów.  Na nogach mają czarne drewniaki, łaty na spodniach, w ręku kije. Stoją i namawiają się, są przed podjęciem jakiejś ważnej decyzji. Nad nimi wisi balkon. Może czekają jeszcze na jednego kolegę, który mieszka w tym mieszkaniu z balkonem ? Płytka leżała na stercie gratów obłożona papierami, może nawet mającymi wartość historyczną. Ściana przy której było wiele podobnych starych szpargałów wydawała się być  integralną częścią z pomieszczeniem, z którego wychodziły na zewnątrz przedmioty. Wewnątrz na kredensie, pod kredensem, na szafie, półkach stały, leżały, przewracały się książki, ramki, świeczniki i kieliszki. Obrazy stały sztywno poupychane między regały, a szklanki i porcelanowe filiżanki odgarnięte do rogu stołu. Rozglądałam się za sprzedawczynią i krzyczałam niejednokrotnie:

Buenos dias!

Zajrzałam głębiej do wnętrza sutereny, ale nikogo nie było. Głos mój przepadał w papierach i drewnianych meblach. Poczułam zapach tytoniu, odwróciłam się i zobaczyłam palącą kobietę o skórze pomarszczonej morskiej fali. Powiedziałam ponownie Buenos dias i pokazałam białą płytkę. Nie była zainteresowana ani odpowiadaniem mi dzień dobry, ani interesowaniem się płytką, którą trzymałam w ręku. Na klawiaturze komórki wbiła 15. Nie targowałam się, w jakiś niemy sposób uruchomiła we mnie pasję do kolekcjonowania staroci. Poszliśmy dalej. Szukałam podobnego miejsca do tamtego. I znalazłam. Tylka ta kobieta w przeciwieństwie do tamtej mówiła bardzo dużo. Miała czarny warkocz pleciony od góry na styl francuza, krótką spódnicę,bluzkę z dużym dekoltem, pończochy typu kabaretki podciągnięte do kolan i tenisówki. W odkrytych miejscach na jej ciele były tatuaże. Stała przed swoim sklepikiem i zagadywała do wszystkich. Zajrzałam do wnętrza. A raczej wstawiłam stopę, bo tu przedmioty były podobnie, jak tam częścią progu, nie chciałam się panoszyć, by czegoś nie zrzucić. Przerzuciłam kilka starych ram z obrazami i spostrzegłam malutki obrazek z twarzą w stylu Picassa. Przyglądałam się, wiedząc, że to nie Picasso, bo on na pewno by się podpisał. Zaczęłam dopytywać o cenę. Stojący obok mnie facet rekomendował mi obrazek jako, że prawie jak Picasso. To prawie mi się nie podobało. Zaczęłam się targować. Z zaproponowanego przez nich 10 rzuciłam 5 . Jednak nie byłam przekonana do tego obrazka. Kobieta w pończochach typu kabaretki kręciła się zagadując to tu, to tam. Spojrzała na mnie i powiedziała 8. W tym momencie wiedziałam, że nie chodzi mi o to, by było taniej ale o to, by nie przywiązywać się do tego obrazka. Z uśmiechem na twarzy odłożyłam prawie Picassa. Najcenniejszą księgę, którą przywiozłam z Madrytu jest Biblia po hiszpańsku, pięknie oprawiona z kolorowymi obrazami nawiązującymi do wydarzeń biblijnych. Wypatrzył mi ją Tomek w antykwariacie pełnym ciekawych książek. Dostrzegł jej jasny, pergaminowy brzeg ze złotymi literami La Santa Biblia. Jest moim najcenniejszym prezentem przywiezionym z Madrytu. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że kolekcjonuję Biblie w różnych językach i w rożnych wydaniach.

 

Turyści najczęściej zaczynają zwiedzać Madryt od Plaza Mayor. Kiedyś odbywały się na tym placu procesy pod sztandarami inkwizycji, dokonywano też egzekucji. Teraz na placu jest wiele restauracji, barów.

Conardo Moreno zainteresował mnie polskim poetą, którego znała jego polska babcia.

Polski akcent w Madrycie – Józef Łobodowski

W 1943 roku przybył do Madrytu mając 34 lata. Pozostał w Madrycie do końca swoich dni. Poniżej przedstawiam wiersz Józefa Łobodowskiego.

Niewyparzeni w gębie i do bitki skłonni,

Niesłowni, niezaradni, hardzi, nieporządni;

Gdy trzeba się postawić, własne portki sprzeda, u góry bałagan, a w komorze bieda,

Piękne gesty na wynos i miny kogucie.

Był tu kiedyś dobrobyt, ale szybko uciekł,

Więc nikogo na świecie nie szanują taniej.

Czy to fraszka na Polskę? Nie, to na Hiszpanię…

 

 

 

[1] C. Moreno, Mój Madryt, s. 20.

[2] https://turystyka.wp.pl/conrado-moreno-zycie-jak-w-madrycie-6044386415166593a

[3] https://pl.wikipedia.org/wiki/Guernica_(obraz_Pabla_Picassa)

[4] C. Moreno, Mój Madryt, s. 29-30.

 

 

 

2 Replies to “„Życie jak w Madrycie” dzięki Conrado Moreno

  1. Dorotko potrafisz dopieścić swoich czytelników. Prawdziwa uczta dla ciała i dla duszy. Można to czytać i oglądać bez końca. A do tego przyprawiłaś to praktycznymi informacjami dla turysty.

    1. Marlenko, dziękuję bardzo za budujący komentarz. Madryt ma swoje różne oblicza. Wybrałam aspekt życia, który jest mi najbliższy. Gdy chce się odwiedzić tak atrakcyjne miasto, jak Madryt dobrze wiedzieć, czego się chce od tego miasta. Co ono może nam dać ? Z drugiej strony warto też pobłądzić, by cieszyć się własnymi odkryciami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.